Share | 
 

 I would rather trust a woman's instinct than a man's reason

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Gość
Gość
─ yanmei huang
❝福無重至,禍不單行❞



Imię i nazwisko: Yanmei Huang
Pseudonim: Pyza – od pucołowatych policzków, które przypominają małe, zarumienione pyzy
Wiek i data urodzenia: dwadzieścia pięć lat; 23 XII 1986
Grupa: Wolność
Ranga: Konował
Doświadczenie: Kot
Pochodzenie: Changsha, Chiny


Charakter:
Ciężko jest nadążyć za dwubiegunową osobą, której czasami ciężko jest się zorientować kim jest w danej sekundzie.
Z reguły jest cichą, choć pełną ciepła Pyzą – nie uśmiecha się zbyt wiele, ale w samym sposobie wypowiadania się przez kobietę można wyczuć bijące od niej ciepło i dobro. Ba! Z samych oczu dobrze jej patrzy; widać w nich niesamowitą troskę i opiekuńczość. Gdyby tylko mogła, otoczyłaby opieką każdą napotkaną osobę, która jej potrzebuje. Czasami ma problemy z odmową, nawet jeżeli wie, że swoich decyzji i najróżniejszych zgód może pożałować w niedalekiej przyszłości. Trochę z niej taki książkowy Judym, który chciałby zbawić cały świat, nawet jeżeli daleko jej do Jezusa i jest to technicznie niemożliwe. Ale gdyby mogła – na pewno by to zrobiła.
Chaos potrafi wyprowadzić ją z równowagi. Jeżeli zaczyna się w nim gubić – robi się coraz to gorzej. Pyza potrafi być opanowana i spokojna na co dzień, jednak nie znosi, gdy robi się wokół niej jakikolwiek bałagan. By się skoncentrować potrzebuje spokoju i ciszy. W najgorszych przypadkach, kiedy to przestaje panować nad sytuacją, potrafi dostać ataku paniki. Albo agresji. Wszystko to zależy od dnia i czasem od sytuacji w jakiej się znajdzie. Jednym razem ciężko jest jej złapać tchu i męczy się z dusznościami dopóki nie znajdzie się w spokojnym, cichym miejscu; innym – złapie za każdą znajdującą się rzecz pod ręką i w efekcie szału zacznie nią ciskać naokoło w osoby bądź przedmioty, z którymi znajduje się w jednym pomieszczeniu. Dopóki jednak ma leki pod ręką, łatwiej jest jej zapanować nad sobą nawet w momencie, gdy zaczyna robić się wokół niej istny bałagan.
Przychodzą takie dni, kiedy Pyzę przepełnia euforia. Potrafi cieszyć się jak dziecko z najmniejszych rzeczy. Ten etap nie trwa jednak długo i pojawia się najczęściej wraz z poprawą pogody na zewnątrz; wiosna zdecydowanie podwyższa jej samopoczucie. Ucieszy ją nawet fakt, że kogoś zobaczy bądź uda jej się przyrządzić coś smacznego do zjedzenia. A nawet się rozgada(!) na jakiś temat czy będzie podśpiewywać pod nosem wesołą piosenkę z dzieciństwa. Ciężko jest ją wtedy zdenerwować czy doprowadzić do płaczu. Łatwiej przychodzi jej uśmiechanie się i wychodzenie do ludzi z większą pewnością siebie. Nastrój jednak zdecydowanie jej spada w momencie, gdy jesień się zbliża i dni robią się bardziej szaro-bure. Wtedy bez leków ani rusz, bowiem tenże stan depresyjny potrafi sprawić, że Pyza robi wszystko niczym robot. Wszystko dookoła widzi w ciemnych, wręcz czarnych barwach. Pracuje, jednak odzywa się niewiele, izolując się od świata dookoła i wykonując wszystkie podstawowe czynności tylko na tyle, by przeżyć.
Gdy zapomni o lekarstwach – bywa, że jest lekkomyślna. Robi wtedy to, co jej się żywnie podoba, a czego nie zrobiłaby na co dzień. Brak jej jakichkolwiek hamulców. Zachowuje się ryzykownie, często narażając swoje własne życie na niebezpieczeństwo. Wtedy też potrafi sięgnąć po byle jakie używki, czując napływającą odwagę i chęć spróbowania tego, czego nie powinna. Niczego się nie boi. Etapy manii są dla niej najgorsze. Nie do końca wie co się z nią dzieje, a później żałuje decyzji, których się podjęła i słów, które wypowiedziała.

Wygląd:
Łatwo jest przeoczyć Yanmei w tłumie. Jej metr pięćdziesiąt siedem wzrostu i zaledwie czterdzieści sześć kilogramów wagi to nic w porównaniu do większości ludzi, przez których jest otaczana na co dzień, dlatego często ginie pośród wyższych od siebie, w międzyczasie próbując uniknąć zdeptania. Jeśli jednak ktoś poświęci jej chwilę swojej uwagi, pierwsze co rzuca się w oczy to odmienna uroda. Jej oczy są ciemne; wręcz czarne niczym dwa węgielki, a blada twarz otoczona jest burzą ciemnych, często pokręconych włosów. Nierówno postrzępione końcówki świadczą o tym, że Azjatka sama próbuje je przycinać, gdy zaczynają robić się nieznośne. Najczęściej jednak upina je w wysoką kitkę bądź koka na czubku głowy – wtedy można dostrzec jej wiecznie zarumienione policzki i małą rysę na jednym z nich – konkretniej, na lewym – która tkwi tam od urodzenia. O ile z buzi wydaje się nieco pulchniejsza i pyzowata, tak pod golfem i długimi, czarnymi spodniami, znajdują się niemalże same kości. Zdecydowanie należy do tych szczuplejszych kobiet, które wyglądają tak, jak gdyby łatwo można byłoby je złamać z odrobiną większej siły. Mimo braku widocznych mięśni, Yanmei ma sporo siły w dłoniach, jak i w nogach. Latami chodziła na szkolną akrobatykę, co wymagało od niej wytrzymałości fizycznej i chociaż przez kontuzję kolana, której się nabawiła jakiś czas temu, ma problemy z dłuższym chodzeniem – a szczególnie bieganiem – to dalej potrafi wykorzystać swoją siłę w dłoniach czy ramionach. Niestety, jej skóra jest bardzo podatna na obrażenia, przez co często pokrywają ją kolorowe, lecz bolesne siniaki czy wylewy, najczęściej na ramionach i nogach. Na prawym udzie ma kilka śladów po poparzeniach papierosowych. Nie widać jednak jej obrażeń zbyt często, gdyż Yanmei preferuje ubrania zakrywające jej ciało od stóp do głowy. W jej wyglądzie przeważają ciemne barwy, przez co najbardziej odstającymi kolorami są róż na polikach, a także egzotycznie śniada cera.

Historia:
Yanmei nie może powiedzieć, że jej dzieciństwo było złe. Ba! Należało do tych wygodnych i przyjemnych dla dziecka, gdzie stanowiła oczko w głowie obojga rodziców. Bycie jedynaczką miało swoje plusy. Mimo, że dość szybko musiała się usamodzielnić ze względu na pracujących rodziców, którzy nie mogli poświęcać jej swojej całkowitej uwagi, gdy z małej dziewczynki stawała się nastolatką i młodą kobietą, Chinka raczej nie narzekała. Od zawsze była typem spokojnej samotniczki, która nie odczuwała potrzeby przebywania wśród ludzi dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Czasami nawet samotność była dla niej wygodniejsza i przyjemniejsza do zniesienia. Nie mogła jednak nigdy się wyprzeć faktu, że lubiła wieczory – gdy odrobiła już lekcje i przygotowała na kolejne zajęcia, a rodzice wracali do domu. Matka przygotowywała dla nich wspólną kolację, podczas gdy ojciec zabierał się z córką za nakrywanie do stołu, obsypując ją opowieściami ze szpitala. Posiadanie ojca lekarza miało duże plusy – miał pojęcie o wszystkich szpitalnych ploteczkach, a także zdołał wywołać u Yanmei pragnienie podążania jego śladami, by w przyszłości osiągnąć tyle samo co on.
W szkole nie była gwiazdą; błyszczała jedynie w mrugającym świetle na sali gimnastycznej, gdy odbierała nagrody za wyniki w nauce na koniec roku szkolnego. Nie lubiła się wybijać wśród uczniów, pozostając w swoim własnym kącie i zaufanym towarzystwie – niezbyt dużym, raczej składającym się z kilku osób, których obecność jej nie przeszkadzała. Zdecydowanie bardziej wolała książki od ludzi, dlatego odgradzała się od większych zbiorowisk murem, unikając znajdowania się w ich centrum. Lubiła się uczyć, jednak nie spędzała całych dni i nocy ślęcząc nad książkami i zasypiając na nich, by rano zrywać się z biurka do szkoły. Nigdy nie męczyła ją nauka. Sprawiała jej przyjemność. Poznawanie nowych rzeczy, nawet tych kompletnie bezużytecznych dla dziewięćdziesięciu dziewięciu procent społeczeństwa, było dla niej dobre. Uczucie tego, że wie coraz więcej, napawało ją niewytłumaczalną radością. Ludzie próbowali patrzeć na nią z góry – co za kujonica, też coś; całe dnie tylko z nosem w książkach, zaraz jej się szare komórki przegrzeją! – jednak Yanmei czuła się od nich lepsza wewnętrznie. Nie okazywała tego, nie potrzebowała zaczepek. Nie chciała zawieść swoich rodziców, doskonale świadomych bipolarności córki odkąd skończyła lat piętnaście. Dlatego dzielnie brała dawkę przepisanych dla siebie lekarstw, ignorując pragnienia o tym, by rzucić kolorowe tabletki a potem siebie na jednego z wyśmiewających ją kolegów. Chciała się utrzymać na jak najwyższym poziomie, by dostać się na wymarzony kierunek studiów bez większych problemów. To było jej głównym priorytetem w życiu.
Świat medycyny czekał na nią otworem po ukończeniu szkoły średniej. Yanmei nie mogła się doczekać powrotu i pochwał ze strony ojca, który... ach! No właśnie. Wyjechał. Pan Huang wyjechał jeszcze przed zakończeniem szkoły średniej przez córkę, tłumacząc się sprawami służbowymi. W skrzynce pocztowej pojawiały się co jakiś czas różnego rodzaju paczki – z pieniędzmi, ubraniami czy drobnostkami, takimi jak biżuteria i książki. Nie pozostawały więc bez niczego, za co pani domu dziękowała niejednokrotnie niebiosom. To nie powstrzymało jej jednak przed podjęciem się dodatkowych zmian w pracy, przez co Yanmei spędzała większość czasu w swoim własnym towarzystwie. Dla dziewczyny było to sporym ułatwieniem. Przygotowania na zajęcia o wiele łatwiej jej szły, gdy w domu panowała cisza, a nikt nie kręcił jej się pod nogami, dopytując o to co zjadłaby na obiad i to jak minął jej dzień na uczelni. Cisza, książki i Pyza – trio idealne, niemalże nierozłączne.
Ojciec pojawił się w domu po trzech latach, radości nie było końca. I chociaż sam mężczyzna wydawał się być bardzo zmęczony, wręcz styrany, nie oszczędzał swojej uwagi kobietom, które pozostawił w rodzinnym mieście. Jednak jak szybko jego wizyta się rozpoczęła – tak szybko dobiegła końca. Tłumaczenia, że musi wracać na nie wiadomo ile, tym razem nie zdołały przekonać córki do tego, by grzecznie posłuchała i wróciła do swojego życia codziennego jak gdyby nigdy nic. Niewiedza na temat tego co robi ojciec wręcz podburzała ją jeszcze bardziej, aż w końcu uzyskała odpowiedzi, które chciała. A przynajmniej część z nich. Udało jej się wyciągnąć od ojca miejsce w którym przebywa, a także dokładny adres domu, w którym się zatrzymał. Nie wdawał się jednak w szczegóły interesów, które snuł na boku, uznając, że tak będzie lepiej dla dobra jego rodziny. Dlatego pozostawił swoją córkę i żonę nieświadome tego, że ludzie z Zony to nie jedyni ludzie z którymi ma jakieś układy. Obiecał jednak przed samym wyjazdem, że wróci po Yanmei po ukończeniu przez nią studiów, by mogła pomagać by jego boku. To zmotywowało ją do tego, by nie tylko pochłaniać wiedzę powiązaną z kierunkiem studiów na którym była, ale także oswajać się z językiem rosyjskim, jak i polskim, co było dość trudne, ale i relaksujące zarazem.
Czas studiów dobiegł końca, jednak po ojcu nie było ani śladu. I chociaż udało jej się wytrzymać w cierpliwości pierwsze miesiące, po piątym zaczęła przeszukiwać mały gabinet ojca, który nigdy jej nie korcił, by tam zajrzeć, aż do momentu całkowitej desperacji w jakiej się znalazła. Były tam najprzeróżniejsze dzienniki i papierowe kartki, które należały do nie wiadomo których z nich – jedne z informacjami na temat Zony, a drugie z różnymi podliczeniami, przekreśleniami i bazgrołami, które były już cięższe do rozczytania dla Chinki. Mijały dni, tygodnie, a w końcu i miesiące. Po ojcu ani widu, ani słychu. Tak długi czas bez jakiegokolwiek odzewu czy kolejnej paczki oznaczał dla niej tylko jedno wyjście, jakim był wyjazd do chaty ojca, gdzieś w pobliżu Ukrainy. Niewiele myśląc – rozplanowała sobie wszystko to, co miała przygotować do wyjazdu, by półtora miesiąca później opuścić rodzinne miasto oraz matkę i wybrać się w nieznane sobie rejony, o których mogła poczytać jedynie w encyklopediach bądź rozpiskach ojca.
Nie było dla niej zaskoczeniem to, iż nie znalazła tam mężczyzny. Zdziwiona była jednak spotkaniem z kompletnie obcym facetem, który próbował się zadomowić na posesji jej staruszka. Chcąc czy też nie, postanowiła połączyć z nim siły, by w jakiś sposób móc dostać się do Zony. Liczyła, że to właśnie tam odnajdzie zaginionego ojca i od tej pory wszystko będzie lepiej. Niewiele myśląc, posprzedawali wszystko to, co uznali za najbardziej wartościowe, by wyruszyć później w drogę do Zony. Tam ich drogi się nieco rozeszły, jednak to niespecjalnie ją martwiło. Zmartwienie dopiero zaczęło się pojawiać w momencie, gdy po panu Huang nie było ani śladu. Po nocnej debacie, którą Yanmei ze sobą odbyła, zdecydowała się pozostać w Zonie. I tak nie wiedziała dokąd miałaby się udać i co ze sobą zrobić, dlatego to wydawało jej się być dobrym rozwiązaniem. Zresztą – prędzej czy później i tak by skończyła w tymże miejscu, zgodnie z wolą jej ojca, który miał ją zabrać osobiście. A to, że wylądowała tutaj z pomocą kogoś innego niż on sam... tak też się zdarza.
Udało jej się wkręcić w szeregi osób, z którymi współpracował jej ojciec, szybko oswajając się z pozycją medyczną, którą objęła. Teraz żyje w Zonie, próbując trzymać się z dala od kłopotów, jednak nie bez kompletnej uwagi na sobie. Mimo to, stara się do tego przyzwyczaić, pomagając mieszkańcom Zony z ich chorobami, a czasem nawet i z innymi problemami. W końcu spędzi tu dużą część swojego życia, więc musi zmienić nieco nastawienie do... ludzi, generalnie rzecz ujmując.


Umiejętności:
✽ Medycyna – leczenie chorób → 4;
Kierunek studiów, który obrała Yanmei jeszcze w Chinach, zobowiązuje do znania się na rzeczach powiązanych z medycyną. Każdy jednak ma zawsze swój konik, i tak okazało się również w przypadku Chinki. O ile z ranami sobie poradzi na tyle, by zatamować krwawienie czy obandażować stłuczoną rękę, tak zdecydowanie bardziej zna się na chorobach. Wybieranie dla niej odpowiednich leków na poszczególne choroby to bułka z masłem, tak jak i domowe metody na pozbycia się jakiegokolwiek paskudztwa z zakażonego organizmu.
✽ Gotowanie → 3;
Gotowanie od zawsze było sporą częścią życia dziewczyny. Dość wcześnie zaczęła stawać przy kuchence, by przygotować sobie nawet najprostsze potrawy po powrocie do domu ze szkoły. Matka nie zawsze była w domu, a Yanmei potrafiła niejednokrotnie kręcić nosem na jedzenie, które jej pozostawiała. Dlatego wzięła sprawy w swoje ręce. Nie można jej nazwać Master Chefem w dalszym ciągu, jednak może się pochwalić naprawdę smacznymi daniami.
✽ Rzucanie nożami → 3;
Umiejętność, którą zaczęła przyswajać jeszcze przed pojawieniem się w Zonie. Ojciec Yanmei zawsze miał w głowie myśl o tym, iż jego córka na pewno w końcu znajdzie się w tym samym położeniu co on, więc już w Chinach załatwił jej specjalne treningi z samoobrony na które musiała uczęszczać bez żadnego ale – inaczej mężczyzna otrzymywał od razu telefon o nieobecności swojej córki. Tak się złożyło, że rzucanie nożami spodobało jej się najbardziej ze wszystkiego, więc na tym się skupiła ze swoim osobistym trenerem.
✽ Pamięć ejdetyczna → 3;
Niektórzy mówią, że mądrala jakich mało! Nigdy nie miała kłopotów z nauką, która przychodziła jej niezwykle łatwo. W taki sposób nie oblała żadnej klasy, ani nie uwaliła nawet jednego semestru na studiach. Trochę z niej kujon, ale sama Yanmei widzi w tej umiejętności jedynie pozytywy – lubi poznawać nowe rzeczy, a dzięki łatwemu zapamiętywaniu ich, nie ma większych problemów z nauką czegoś nowego.
✽ Zielarstwo → 2;
Z zielarstwem zaczęła się oswajać nieco bardziej dopiero po przybyciu do Zony. Wprawdzie miała już o nim jakieś pojęcie dzięki studiom, jednak dopiero Zona przymusiła ją do tego, by zaczęła się w nim specjalizować jeszcze bardziej. Wiadomo, że nie zawsze będzie kolorowo i wygodnie i będzie trzeba oprzeć się o ziółka, przyrządzając z nich nie tylko lekarstwa, ale także pożywienie, dlatego Chinka uznała to za dobry sposób na wolniejsze wieczory. Być może nawet zaczęło ją to interesować.

Słabości:
✽ Ze względu na anemię ma spore problemy z koncentracją, jak i kontrolowaniem zmęczenia. Im bardziej jest przemęczona, tym bardziej drażliwa się robi, a szanse na niespodziewane omdlenia automatycznie się zwiększają. W stresujących sytuacjach dochodzą jeszcze nieprzyjemne duszności, więc cały pakiet zaawansowanej anemiczki;
✽ Nie potrafi posługiwać się żadną bronią palną i – co gorsza – nawet nie chce chcę nauczyć. Nie wyobraża sobie siebie samej biegającej z karabinem w rękach czy pistoletem w bucie, dlatego nie dotyka się do broni;
✽ Miała kontuzję prawego kolana, przez co do tej pory miewa niemiłosiernie męczące bóle zdecydowanie spowalniające jej chód, gdy się bardziej zmęczy, a także zakłócające skupienie podczas pracy bądź dowolnej wykonywanej czynności;
✽ Przez ilość leków przeciwbólowych, które brała na co dzień po kontuzji, w łatwy sposób wpadła w uzależnienie. Często zdarza jej się je podbierać, chociaż wie, że nie powinna tego robić ze względu na otaczające ją wydarzenia. Uzależnienie bywa jednak silniejsze;
✽ Nie umie pływać i nawet nigdy nie chciała się nauczyć. Za bardzo ją przeraża fakt, że mogło coś pójść nie tak i pójdzie od razu na dno. Sama myśl topienia się przyprawia ją o ciarki.

Pozostałe informacje:
✽ Czasami sobie popala papierosy. Zawsze ma gdzieś wetkniętą w kieszeń zmiętą paczkę z pojedynczymi sztukami, które jakimś cudem udało jej się jeszcze przechować. Jak jej zaczyna brakować – robi śliczne oczy do wszystkich dookoła, co do tej pory jeszcze nie zawiodło, bo za każdym razem skapnie jej chociaż jedna fajka;
✽ Mała poliglotka. Potrafi biegle mówić po chińsku i angielsku. Na poziomie komunikatywnym umie polski i niewiele jej brakuje do posiadania języka rosyjskiego w małym palcu; zaczęła się ich uczyć jeszcze w Chinach, wiedząc, że prędzej czy później ojciec będzie chciał ją ściągnąć do siebie, więc będzie musiała umieć się jakoś porozumieć z tamtejszymi;
✽ Od ósmego roku życia jest wegetarianką. Już sam zapach mięsa ją odrzuca, więc początki w Zonie były dla niej naprawdę trudne; ledwo powstrzymywała odruch wymiotny. Gdzieś tam w głowie ma myśl o tym, że kiedyś prawdopodobnie będzie musiała się zmusić do jedzenia go, gdy warunki ją do tego zmuszą, jednak póki co – wyśmienicie żyje jej się bez niego, a myśl odrzuca w jak najdalszy kąt swojego umysłu;
✽ Jest perfekcjonistką. Łatwo się denerwuje, gdy zaczyna panować wokół niej chaos i nie potrafi się na niczym skupić. Bałagan dekoncentruje ją i sprawia, że Yanmei popada w irytację. Nie lubi, gdy coś nie idzie po jej myśli. Zawsze robi rzeczy od początku do samego końca, bo skoro tak sobie wymyśliła, że będzie, to tak musi być;
✽ Zdecydowanie lepiej pracuje jej się nocą, najlepiej chłodną nocą. Nie lubi, gdy jest zbyt gorąco, bo wtedy się ciężej myśli i czuje dyskomfort ze względu na swoje spocone dłonie. Noc to najlepsza pora do robienia tego, co powinna robić za dnia, bo mniej ludzi kręci jej się pod nogami – albo śpią, albo alkoholizują się gdzieś dalej, więc nie są aż tak nieznośni. Cisza jest jej najlepszym kompanem przy pracy;
✽ Ma tendencje do zapisywania sobie wielu rzeczy na rękach. Jest nieco zapominalska, więc jest to pewnego rodzaju ułatwienie... bądź utrudnienie. Czasami wszystko jej się rozmaże i wtedy jest głęboko w dupie, bo nie ma zielonego pojęcia co miała zrobić, z kim porozmawiać, jakie sprawy załatwić; a nie zawsze ma pod ręką coś, co nie zmyje się po trzech kroplach wody.


Powrót do góry Go down
Szczeniak
Likwidator
Liczba postów : 166
Join date : 21/05/2018
avatar
Trochę bym się czepił życia Chińczyków, oni przede wszystkim żyją w biegu i jedzą też w biegu. Przeważa u nich kupowanie gotowej żywności bądź takiej, którą można odgrzać w mikrofali. A potem konają, bo street food ciągnie olej ze ścieków. Nie mówię, że nie ma wyjątków, więc jeśli ci wygodniej, to potraktuj to jako ciekawostkę, ale... Mam przy tej postaci takie uczucie, jakbym czytał o Polce, a nie o Azjatce. Zero rasizmu, to tylko różnice kręgów kulturowych. Miałaś kiedyś wzmiankę o tym, że nie do końca umie być szczera - to bardzo azjatycka cecha (mówi się w końcu o tym, że zamiast powiedzieć wprost "nie ma lodów o smaku, jaki pan zamawia", Azjaci mówią "to może być troszeczkę trudne"). Wątpię też, żeby dzieciaki patrzyły na nią jak na kujona i żeby szczególnie źle się odnosiły do niej. W Chinach jest spory nacisk ze strony rodziców na edukację i raczej każdy Chińczyk o tym wie, a prawie każdy tego doświadczył. Rodzice bardzo kontrolują dzieciaki. Odnośnie Chin... wzmianka o wierze też by się przydała - jak się do niej odnosi? To charakterystyczny element ich kultury.  

Leki - nie możesz ich stale mieć ot tak, jeżeli de facto prowadzą do mankamentu postaci. Wybadaj ile w Polsce takie kosztują, a ja ci powiem, ile będziesz musiała za nie płacić i będziesz miała ofertę specjalną u handlarza. I byłbym wdzięczny za informację o tym, ile ich jest w przeciętnym pudełku. W sumie dobrze by było też ująć jasno, na co je bierze. Masz tylko wzmiankę o przeciwbólowych, ale to chyba nie to, jeśli dobrze rozumiem.

Brak mi też informacji o samej podróży. Zależy czym się poruszała, ale wizy są potrzebne. Do Rosji z Chin jest wymagana wyrobiona przed wyjazdem w przypadku lotu, w przypadku skróconej podróży samochodem/koleją (przez Mongolię) chyba jest jeszcze ciekawiej, ale to dość zagmatwana sprawa. Można też pójść na łatwiznę i uznać, że znajomi ojca pomogli się jej przedostać, bo na wizę się czeka i trzeba się bawić z wnioskami, w każdym razie u nas. Nie wiem jak u Chińczyków, ale wiza do Rosji jest podobno katorżnicza do wyrobienia. Podejrzewam, że wcześniej było tylko gorzej.

EDIT, bo zwrócono mi na to uwagę. Nie przepuszczę tego, że postać była w okolicach Ukrainy - to za szerokie pojęcie. Zobacz co mam na myśli:


Z góry założyłem, że chodzi o Rosję, bo tak szczerze - czego tu szukać w Białorusi, Rumunii, Mołdawii? Ale naprostuj to. I jeśli to nie Rosja, to tak czy siak zorientuj się, jak to jest w danym kraju, choćby na tej mapce
Powrót do góry Go down
 
I would rather trust a woman's instinct than a man's reason
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Cmentarzysko :: Archiwum postaci-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom