Share | 
 

 Młyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Czarny Stalker
Admin
Liczba postów : 359
Join date : 19/05/2018
avatar
PisanieTemat: Młyn


Skupisko anomalii

Stary młyn w Kordonie oraz budynek gospodarczy obok niego są miejscem praktycznie przepełnionym anomaliami grawitacyjnymi. Wyższa kondygnacja młyna jest ich co prawda pozbawiona, jednak podobny los spotkał część stopni, które do niej wiodą oraz deski z jej podłogi. Anomalie w pewnym stopniu odstraszają znajdujące się w okolicy dzikie psy.
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
PisanieTemat: Re: Młyn
[poszukiwania przedmiotów na czas wrzesień-listopad — wszystkie podejścia, niskie zagrożenie]

Jaskier tego dnia postanowiła się zapuścić nieco dalej niż zwykle. Tchórzliwa bohaterka zabrnęła aż do starego młyna i znajdującego się nieopodal niego gospodarstwa. Wyszła sama, jedynie ze swoim psem u boku, co jakiś czas podkładając mu pojedyncze chrupki pod gębę. W efekcie Łacik bezlitośnie ślinił jej dłoń, ale był zadowolony; długi ogon powiewał trochę wyżej niż zwykle z zadowoleniem i dumą jak chorągiewka, a pod łapami przelewało się błoto. Jaskier miała z nim trochę większy problem, bo raz czy dwa razy po drodze prawie się wywróciła, ale nie było źle.
 Nadchodziła jesień, liście żółkły, ale wciąż przebijała się przez nie zielona barwa. Niektóre zdążyły już opaść. Gdzieś daleko słyszała ujadające stado psów, jednak fortunnie Łacik nie postanowił pobiec się z nimi bawić. Oboje już rozumieli, że nie wszystko jest tym, na co wygląda.
 Sprawdziła najpierw znajdujące się na południe od samego młyna. Wolała nie dać się głupio zaatakować, bo tym razem nie miała przy sobie patelni, którą mogłaby siepnąć delikwenta po twarzy, a maczetą wolała znowu za bardzo nie wywijać. Nie zabiła jeszcze nikogo i wolałaby tego nie zmieniać. Zakradła się do środka od wschodu, przez coś, co było wyważonymi drzwiami i rozejrzała się. Ani żywej duszy. Odetchnęła i ruszyła w stronę dużej, zielonej skrzyni; kobieca intuicja mówiła jej, że warto by było zajrzeć właśnie tam. I to się faktycznie opłaciło — zza niej wystawał kawałek materiału, za który pociągnął Łacik.
 – Coooo! – wykrzyknęła półgłosem i zakryła usta dłońmi, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. – Dobry piesek, no kto jest najlepszy, kto? – Poklepała czule po łbie Łacika i pochyliła się do niego, by tamże go ucałować. Pies nie pozostawał dłużny i liznął właścicielkę po policzku. Znaleźli kombinezon, który — o ile się nie myliła — nosił nazwę „Świt”. Rozmiar pewnie się nie zgadzał, ale igła i nici potrafią przecież czynić cuda.
 – Chyba znaleźliśmy czyjś schowek, nie? No cóż, czego oczy nie widzą… Dobry piesek, dobry – Dzień już był zrobiony, a gdy pociągnęła za kombinezon raz jeszcze, okazało się, że coś było w niego zawinięte. Karabin? Nie! To ta strzelba… Nie pamiętała jej nazwy, ale strzelba! Czyściutka, ładna, chyba nówka sztuka.
 – Myślisz, że warto szukać dalej?
 Łacik szczeknął nisko.

Znaleziska:
Kombinezon „Świt” — stan średni
Strzelba Sajga 12 — stan dobry

Zostają mi do znalezienia jeszcze:
Lutownica do trzykrotnego użytku
3 granaty VOG 25P


W związku z tym rzutem, musicie uwzględnić w swoich postach nadchodzącą zwykłą emisję. Macie 3 kolejki na ukrycie się w jakimś budynku bądź tunelu czy jakiejś innej podziemnej strukturze. O emisji możecie przeczytać w temacie z anomaliami. Po przemieszczeniu się w bezpieczne miejsce powinniście odbyć tam 5 kolejek. W przypadku, gdy postać jest sama w temacie bądź wolicie się rozstać wcześniej — zapraszam na moje PW. Ta notka dotyczy tylko i wyłącznie wątków, które odbywają się w Zonie, a zatem ci, którzy znajdują się poza nią, są bezpieczni. Mogą widzieć najwyżej czerwone niebo w oddali.
Powrót do góry Go down
Szelma
Najemnik
Liczba postów : 50
Join date : 13/09/2018
avatar
PisanieTemat: Re: Młyn
Gdy budynki widziane z oddali zaczynały przybierać powoli kształt młyna, było już późne popołudnie. Moment wyczekiwany przez jednych, lecz znienawidzony wielu innym. Idealny, by w spokoju rozejrzeć się przed solidnym schronieniem nim zapadnie zmierzch, ale i zdradliwy, bowiem niektóre monstra wychodziły na żer, zaś oczy musiały przyzwyczaić się do zmiany, by nie zaprowadzić swego właściciela w jakiś nikomu nie przeszkadzający Wirek.

Cel wizyty Romanowówny był już bliski, lecz co czuła ona sama? Spełnienie i dreszcz ciekawości przy niemal osiągniętym celu? Chłodne powitanie faktu, czy może niepokój i zmartwienie? W końcu gdy poczciwy Gruzin ksywką Kolba opowiadał jej o tym miejscu, ostrzegał o dziesiątkach anomalii gotowych rozrzucić w kawałkach na dziesiątki metrów wszelkie tałatajstwo gotowe zanadto się zbliżyć. Oczywiście ze stalkerami włącznie.

Będąc już na rzut granatem, Jaskier usłyszała ekstremalnie odległe skowyty i jakby dudnienie. Pewnikiem ktoś nie miał tyle szczęścia co ona i musiał się ostrzeliwać przed głodnymi krwi czworonogami. Rozciągający się przed nią kompleks wyglądał mianowicie - w centrum znajdował się faktyczny młyn będący wysokim na teraz już tylko dwa piętra budynkiem o podstawie kwadratu. Na wysokości drugiego piętra znajdowały się niebieskie drzwi oraz kawałek zewnętrznego, stalowego podestu, który patrząc na resztki, musiał kiedyś okalać cały budynek. Patrząc na brakujące na pewnej wysokości fragmenty ścian - w tym nośnych - można by stwierdzić, że konstrukcja dostała pociskiem z czołgu. Tyle, że brak było czarnych mazów na ścianach, a i kształt nie wydawał się eksplozją. Bardziej jakby Boska Ręka postanowiła usunąć materię na planie koła w kilku miejscach, co osłabiło resztę wystarczająco, by się zawalić. Z wiatraka nie było ani śladu.

Zaraz obok mieścił się gmach mający dwie kondygnacje w swym najwyższym punkcie, gdzie łączył się z młynem korytarzem oraz rurami będącymi prawdopodobnie zsypem. W większości jednak budynek ten był parterowy i względnie rozległy, choć poprzez wysoko umieszczone okna ciężko było coś wypatrzeć. Na zewnętrznej stronie ściany znajdowała się stalowa drabinka prowadząca na dach. Cały kompleks otoczony był jedynie sporadycznymi krzakami i niską trawą spod której miejscami wystawał jeszcze beton. W miejscu wyglądającym na parking spoczywał wrak pojazdu którego Jaskier ze swą wiedzą nie była w stanie zidentyfikować.

Przekradając się obok zapewne napromieniowanej już dawno temu kupy złomu nie wartej miana samochodu, dziewczyna bez problemu dostała się do wyważonych drzwi i przekroczyła ich próg. Wewnątrz nie było nikogo prócz strzępek munduru i plamy krwii świadczących, że ktoś dawien dawno tu zawitał. Dziewczyna przy bliższym zbadaniu pewnie uzyskałaby więcej informacji, lecz nie po to tutaj przybyła. Uznawszy, że nie ma tu żywych oponentów, wkroczyła pewnie do środka.

Śmiało można było stwierdzić, że Jaskier była aktualnie w magazynie, choć wiało pustkami. To tabliczki z nazwami "Pszenica" , czy "Żyto" pomagały zorientować się w sytuacji, bowiem boksy znajdujące się przy jednej ze ścian były całkowicie puste i otwarte, zaś pod drugą nie było nic poza śladem dawno rozpalonego ogniska - najpewniej ze znajdujących się tu kiedyś palet. Nawet gwoździe zabrano w wiadomym tylko grabieżcy celu. Naprzeciw wejścia znajdowała się dwójka drzwi. Jaskier wybrała prawe, bowiem były otwarte, zaś ze środka raziło jakimś jaskrawym kolorem. Wszedłszy do środka odnalazła łazienkę pracowniczą, a w niej zieloną skrzynię na detergenty oraz potłuczone już umywalki i roztrzaskane kabiny. Skrzynka sama w sobie o dziwo była w całości, a za nią znajdowały się ciekawe przedmioty.

Po festynie emocji, gdy dziewczę nieco się uspokoiło, Jaskier spostrzegła, że Łacik zrobił się nagle niespokojny. Niepełnoprawna stalkerka wyczuliła zmysły, na co jej uszu sięgnęło jakby miarowe buczenie zza ściany, dokąd prowadziła druga para drzwi. To pewnie to sprowokowało jej pupila... tylko dlaczego nagle pociemniało w pomieszczeniu? Gdzieś z zewnątrz dziewczynę dobiegł nieodległy, przeciągły syk zakończony trzaskiem, a chwilę później ziemia aż zadygotała. Jeśli Jaskier zbliżyła się do okna lub wychyliła przez drzwi "wejściowe", spostrzegła Apokalipsę. Tak oto niebo zasnuły ciemne odcienie szkarłatu, bijąc w niewiernych grzmotami zdolnymi najpewniej zwalać budynki i unicestwiać śmiertelników. Powietrze zrobiło się ciężkie, jakby przenieść się do miasta owianego smogiem, a w ustach dziewczyna wyczuła nieprzyjemny smak ołowiu podobny nieco do krwi, choć nie przegryzła sobie policzka, ani nie popękały jej wargi. Zona zaczęła powoli oplatać małego łakocia, liżąc leniwie swymi mackami po czaszcze dziewczęcia, by kilka uderzeń serca później ustanowić stały ucisk przyprawiający o skołowanie i niepewność najbliższych wydarzeń.

Na oczach dziewczyny sfora kształtów przetoczyła się po horyzoncie równolegle do niej, lecz co gorsza, jakiś masywniejszy od nich kształt zbliżał się własnie w kierunku młyna. Był jeszcze z kilometr, czy dwa dalej i nie wydawał się zbyt szybki, lecz nie napawał optymizmem. Kolba wspominał o tym, że Matuszka Zona lubi poszczuć swoje dzieci raz na jakiś czas, ale z dala od centrum to ledwie błahostka dla doświadczonych. Chwilowo Jaskier mogłaby przysiąc, że niebo wali jej się na głowę, a ona sama niedługo zwymiotuje. Ponoć wystarczyło odgrodzić się od kataklizmu odpowiednią warstwą.. czegokolwiek. Wtem szczegóły uderzyły dziewczę - dach cały był w dziurach, okna powybijane, leżące na stalowej podłodze drzwi najpewniej z żelaza, co niesie ze sobą sporą wagę.

Drugie drzwi w magazynie pozostały nieotwarte, zaś Łacik zaczął ciągnąć swą panią na zewnątrz.



Sugeruje się rozwinięcie tylko jednego spoilera.

Uchyliwszy drzwi...:
... spostrzec mogła sporej wielkości pomieszczenie zdominowane przez maszyny, których przeznaczenia Jaskier mogła się tylko domyślać. Pod lewą ścianą znajdowała się klatka schodowa prowadząca na wyższe piętra, zaś po prawej przejścia odpowiednio do szatni oraz części biurowej, czyli gabinet zarządcy z obowiązkowym ciężkim biurkiem częściowo porąbanym niestety siekierami; mieszczące się po bokach półki musiały kiedyś skrywać teczki z dokumentami, lecz zostało z nich ledwie parę luźnych kartek zasnuwających trzęsącą się wrogo podłogę - tutaj wyłożoną akurat laminatem. W głównej sali wzrok przykuwał jeszcze niecodzienny układ rur. Prawdopodobnie zamiast silosów i tym podobnych, ziarna i inne płody rolne składowane były gdzieś tu, transportowane do młyna, zaś otrzymywane półprodukty także gdzieś tu przerzucano, pakowano i wywożono dalej. To by tłumaczyło worek częściowo wystający z jednej z maszyn oraz kolejną do znakowania partii. Gdy Jaskier wbiegła po schodach na piętro po trzeszczących stalą schodach, dobiegł ją widok ruiny niemożliwej do wspomożenia prób krycia się. Lecąc znów na dół, od schodów do drzwi nagle się zatrzymała i zawróciła. W jednym miejscu dźwięk był inny. Całe pomieszczenie rezonowało gdy przebiec po nim w wojskowych buciorach, a tu nagle głuche dudnienie. Rozgarnąwszy warstwę kurzu poza wprowadzeniem go w powietrze i nawdychaniem się, można było spostrzec skrytą dotąd klapę - niestety zabezpieczoną przez zasuwę zwieńczoną pokaźną kłódką.
Wybiegłszy na zewnątrz...:
... stało się jasne, że tylko owy kompleks może ochronić jakkolwiek dziewczynę. Do dyspozycji był jednak jeszcze przecież sam młyn! Niebo nabrało sino-fioletowych przebłysków, kotłując się złowieszczo i zbliżając w niemożliwy do uniknięcia sposób. Pech chciał jednak, że drzwi do młyna wyłamane nie były. Ba! Trzymały się całkiem nieźle mimo wieku. Wewnątrz stalowej puszki pewnie znalazłoby się dość złomu i gruzu, by zablokować wyższe piętra i jakoś skulić się gdzieś w kącie, by przeczekać ile się da z wódką lub blokerami. Gdyby tylko znalazł się inny sposób, by dostać się do środka...

___________________
#a82323
#b7ba1f
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
PisanieTemat: Re: Młyn
Jaskier, po wybuchu wielobarwnych, jaskrawych emocji, rozejrzała się po budynku. Próbowała dopasować go do czegoś, co mogli kojarzyć inni stalkerzy. Tabliczki z nazwami zbóż w sumie niewiele jej dały, ale dziewczyna mimo wszystko odnotowała jeszcze przed chwilą, że coś takiego tu jest. Będzie musiała i tak to zapamiętać, byleby nie palnąć, że znalazła coś w takim i takim miejscu. Łazienka, w której coś ciekawego znalazła — trochę ciężkawego, ale ciekawego i przydatnego — nie wydała się jej jednak zbyt wiarygodnym schronieniem, a zważywszy na to, że sprzęt wyglądał na dość dobry i zadbany, pewnie niedługo ktoś po nie wróci. Dziewczyna złapała co mogła i wyszła z pomieszczenia, w międzyczasie pakując kombinezon i granaty )przynajmniej tak myślała, bo serio nie widziała granatów do granatnika na oczy) do plecaka.
 Zmarszczyła brwi i przywołała do siebie psa, chcąc go tym samym uspokoić. Wyjrzała przez jedno z okien, kierując swoje spojrzenie na prawą stronę; możliwe, że kolor nieba wynikał z późnej pory, jednak wieczór z reguły nie sprawiał, że ziemia drży. Wzdrygnęła się i jęknęła cicho z wyraźnym lękiem, czując charakterystyczny, metaliczny smak. Ciało dziewczyny się spięło, pies z kolei zaskomlał żałośnie i podreptał w miejscu niespokojnie. Intensywny dreszcz przeszedł przez jej plecy, kiedy coś zaczęło się zbliżać. Wciąż nie była przyzwyczajona do warunków w Zonie, do tych dziwactw, a widocznie kilka miesięcy przesiedzianych w wiosce kotów nie dało jej za wiele.
 Lepszym i bardziej obiecującym wyjściem, po połączeniu wszystkich faktów, wydało jej się zostanie wewnątrz i otworzenie wcześniej nietkniętych drzwi. Na zewnątrz robiło się coraz goręcej, a zatem Jaskier uznała, że najlepiej byłoby przeczekać ten koniec świata w środku, nie otworzywszy drzwi. Głośne skrzypnięcie metalowego, ciężkiego płatu mogłoby obudzić martwego. Zerknęła do środka  niepewnie i wstrzymała przy tym oddech. Gdy okazało się, że jest tam stosunkowo pusto i ani żywi, ani umarli, ani bandyci w piekle nie czyhali tu na jej życie, ruszyła głębiej, przymknąwszy, ale nie zatrzasnąwszy drzwi. Odcięcie sobie drogi ucieczki nie wchodziło w grę. Z dwiema strzelbami — swoją w rękach, a znalezioną przewieszoną i opartą o plecy — ruszyła na górę, przywołując do siebie psa.
 Maszyny, wszelkie rzeczy przeznaczone do pracy z ziarnem, to wszystko było dla niej takie obce. Mniej więcej na równi z istnieniem Zony. Była księżniczką z dobrego domu. Nie miała czasu na zwiedzanie, musiała zdać się na intuicję i zaimprowizować. I okazało się, że to, co uznała za dość dobre wyjście, nie było czymś takim. Widać kiepska z niej kobieta, skoro intuicja prowadzi ją w takie miejsca. Wydała psu komendę „na dół” i sama również tam ruszyła, licząc na to, że…
 Zaraz. Że znajdzie klapę w podłodze? Co to, Dead by Daylight jako ostatni survivor? Pochyliła się i strzepnęła warstwę kurzu, piachu i innych wesołych rzeczy, które przyprawiały ją o chęć kichnięcia. Czystą ręką potarła nos i wstrzymała tę niegodziwą potrzebę. Zasuwa, zasuwa. Mogłaby spróbować ją przestrzelić, ale… Rykoszety takim kalibrem nie wyglądały jak coś dobrego. Spojrzała na psa, równie bezradnego co ona sama. Stanęła na równe nogi i kilkukrotnie uderzyła w klapę stopą, licząc na to, że ta puści, ale to chyba byłoby zbyt optymistyczne.
 Gdyby jej podejrzenia okazały się słuszne (a pewnie tak będzie, bo lekko nie będzie), rozejrzy się po otoczeniu i wyda psu komendę, by również szukał czegokolwiek. Na myśli miała głównie łom, może jakąś siekierę albo coś innego, czym mogłaby to podważyć bądź poluzować zawiasy. Jak nie z tej strony, to z innej. Ale zaraz, może pierwsza myśl jest trochę błędna? Może… Skierowała się do pomieszczenia biurowego. Przecież właśnie w takich miejscach powinny znajdować się wszelkie klucze, kluczyki. Szperała wśród zgliszczy biurka, przeglądała meble, przekopywała szybko nogami walające się na ziemi papiery. Jeżeli nie znajdzie tu niczego, co przypomina klucz — przejrzy pobieżnie dokumenty, szczególną uwagę zwracając na ewentualne kolorowe kartki bądź takie, które wyglądem wyróżniały się w inny sposób. Liczyła na znalezienie tam jakiejś notki odnośnie lokalizacji klucza. Jeżeli jednak i to nie wypali — poleci znowu się rozglądać za łomem.


|| Przepraszam za zwłokę. Jakby co nie będzie dla mnie kłopotem, jeśli nałożysz mi jakiś termin na posty, wezmę na klatę.~ Od trzech dni do tygodnia byłoby optymalnie.

___________________
Powrót do góry Go down
Szelma
Najemnik
Liczba postów : 50
Join date : 13/09/2018
avatar
PisanieTemat: Re: Młyn
W biurze panował istny rozgardiasz i wiele rzeczy zdemolowano lub pozostawiono dla samoistnej destrukcji, lecz na brak kluczy nie można było narzekać, bowiem po prawo od wejścia znajdowała się cała tablica z nalepkami oznaczeń i Haczykami na których zawieszono dziesiątki kluczyków.

Tani flamaster musiał utlenić się dawno temu, więc Jaskier najpewniej zebrała tyle losów na loterię ile tylko mogła wypatrzeć w pomieszczeniu i pomknęła ku kłódce. Gdy schylając się lub klęcząc nad blokadą dziewczyna próbowała szczęścia, psiak przywlókł jej w pysku jakiś stary strzęp materiału. Mogł być to kiedyś kawałek odzieży.

W podobnym momencie do uszu stalkerki poza grzmotami dotarło żężenie i miarowe pochrapywanie przerywane szuraniem. Drzwi zza których wrócił pies uchyliły się pod naporem jakiegoś ciężaru, by wreszcie pozwolić wtoczyć się do pomieszczenia byłemu pracownikowi. Zęby widać mu było przez nadgnity policzek, na oczach miał okulary spawacza, zaś ciało trzymał w kupie chyba tylko wystrzępione kombinezon. W jednym miejscu brakowało nawet sporego fragmentu. Przechodzień miał nawet plakietkę - Boris.

Gentleman z zapałem i okrzykiem werwy na pokrzywionych ustach ruszył pomoc damie w potrzebie i zakończyć jej problem zwany życiem. Po pierwszym kroku, gdy kolano nie wytrzymało obciążenia, spawacz wyłożył się jak długi z mięsnym pacnięciem o stal i zaczął podciągać się na rękach do celu w zatrważająco powolnym tępie.

Zza otwartych drzwi do szatni błysnęła stalowa szafka, a nawet cały ich rząd. Z niektórych zaś wystawały naprędce odłożone narzędzia w tym całkiem solidny pilnik, którym można by spróbować podważyć zasuwę. W pomieszczeniu zaczynało już robić się ciemno, a przez rozbite okna wpadł szaleńczy wicher - koniec był bliski.

___________________
#a82323
#b7ba1f
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
PisanieTemat: Re: Młyn
Najwidoczniej jej pies był równie kiepski w szukaniu co ona sama. Znalazła krótki momencik, żeby posłać psiakowi uśmiech, jednak na nic więcej czasu nie było. Nie mogło być. Szkarłat nieba stawał się ciężki i przytłaczający, a Jaskier wydawało się, że czuje na plecach czyjś oddech. Szczęśliwie jeszcze nikogo za nią nie było, ale „jeszcze” to właśnie to felerne słowo klucz.
Do jej uszu dotarło coś, czego usłyszeć się nie spodziewała nigdzie poza grami video czy filmami. Wstała i poczuła znowu, jak jej pusty żołądek fika i robi salto, skręciwszy się przy tym. Co innego widzieć piksele albo charakteryzację, ale ten zgniłek to definitywnie nie urwał się z Leniuchowa. Prawie się zgięła w pół, jednak skończyło się jedynie na złapaniu się za brzuch na krótką chwilę. Przywołała psa do siebie. Łacik nie wiedział, czy warczeć, szczekać, czy zapraszać delikwenta do zabawy, więc jedynie niespokojnie przestępował z łapy na łapę, ale posłusznie wycofał się za dziewczynę.
Ta z kolei w pierwszej chwili sięgnęła po maczetę, ale zaraz zreflektowała się, uznając to za niezbyt mądry pomysł. Wiedza z gier nauczyła ją, że po pierwsze trupa lepiej trzymać na dystans, a po drugie broń biała może utknąć, jeśli zaczepi nieodpowiednio o kości. Gdyby miała tasak rzeźnicki, to pewnie sprawa wyglądałaby inaczej.
Dziewczę, zamiast zamachnąć się ostrzem, sięgnęło po swojego Mossberga i, upewniwszy się, że pies dalej stoi za nią, wystrzeliło prosto w nieumarłego. To chyba pierwszy raz, kiedy mierzyła do czegoś humanoidalnego, jednak Zona już jej pokazała, że lepiej najpierw zadbać o siebie, a o innych tylko w bardzo ostatecznych sytuacjach. Odrzut zachwiał jej równowagę, a huk wystrzału na chwilę ogłuszył. Jeżeli go nie zabiła — o ile żywego trupa się da...? — to miała nadzieję, że chociaż spowolniła. Strzepnęła z siebie myśl o przeszukiwaniu zwłok jak wyjątkowo obrzydliwego robala.
Kiedy wbiegła do pomieszczenia otwartego przez psa i przez zgniłka, otoczenie poza niby bezpiecznymi granicami wydawało się zupełnie pogrążone w apokalipsie. Zjawisko krwawoczerwonej burzy było niezwykłe, ale zdecydowanie przerażające. Jaskier nie miała zamiaru sprawdzać go z bliska. Ta rosnąca temperatura nie wróżyła niczego dobrego.
W końcu natknęła się między innymi na pilnik; zdecydowanie większy od tych, którymi zwykła piłować własne paznokcie. Ale zaraz, przecież są pilniki do metalu... Nie? W te klocki nigdy za dobra nie była, ale coś jej świtało. Ciekawe czy w dobrym kościele. Dziewczyna chwyciła narzędzie i wróciła do pomieszczenia z klapą, od razu robiąc w jej stronę ślizg na kolanach. Pewnie zdarła przy tym materiał spodni, bo już sama skóra ją piekła, ale nie było czasu na takie sprawy. Na dobry początek spróbowała podważyć zasuwę, jednak kilkukrotnie omsknęła jej się ręka i nie wsunęła obiektu pod nią. Stres jej nie służył, ale w końcu go pokonała. Mocując się z klapą zmawiała wszystkie spamiętane modlitwy. Jeśli uda jej się załatwić ten problem, puści psa pierwszego. Wolała nie martwić się tym, że Łacik akurat teraz zacznie się upierać przy swoim i uzna, że lepiej tu zostać. Tuż po nim sama miała zamiar zleźć na dół.

___________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content
PisanieTemat: Re: Młyn
Powrót do góry Go down
 
Młyn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Kordon-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom