Share | 
 

 Aristow lubi Koty, tylko boi się zagadać [Jaskier x Aristow]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
Bo to ona jest seme
Czas: kwiecień tego roku, pierwsza połowa miesiąca.
Miejsce: jakieś wesołe bajorko w Kordonie.

Wrzasnęła—
 Nie, zaraz…
 WRZASNĘŁA HISTERYCZNIE to adekwatniejsze określenie i adekwatniejsze nakreślenie sytuacji, w jakiej znalazła się Jaskier. Przypominała w tej chwili sławny obraz o dumnym i wymownym tytule „Krzyk”. Co wywołało u niej ten dziki, niekontrolowany okrzyk przerażenia? Otóż Arina, dzielna bohaterka i zdobywca całej Zony, zauważyła coś, czego nie tyle się nie spodziewała (bo spodziewać mogła), ale czego widzieć bynajmniej nie chciała.
 Wyszła na poszukiwania artefaktów — rzucała nawet kamyczkami przed siebie, choć wydawało się jej to dość głupie — a skończyło się tak, że cofając się przed przepaskudną kreaturą prosto z piekła potknęła się o własne nogi i plasnęła w pięknym stylu pośladkami w błoto. Brązowa maź rozbryznęła się wokół, brudząc i psa i samą Jaskier — gdzie ona umyje włosy — a paskudna, gigantyczna kreatura krok za krokiem zbliżała się do przerażonej dwójki gałganów.
 Kreaturą był mięsacz, dość młodziutki zresztą, ale pierwszy, jakiego Jaskier podczas swojego tygodniowego pobytu w Zonie zobaczyła. Szarpnęła za broń, kiedy Łacik ujadał naraz we wściekły i wystraszony sposób i oddała trzy niecelne strzały. Mutant zakwiczał donośnie, a za nim pojawiło się kilka innych młodych świnek i wszystkie rozpierzchły się na wszelkie strony świata, krążąc jednak wokół dziewczyny.
 Myślała, że zaraz zwróci wątpliwą treść swojego żołądka i ta wyraźnie się jej cofała. Sama Jaskier odsuwała się w tył i rozpaczliwie próbowała się podnieść, jednak bezskutecznie. Oddychała gwałtownie, niespokojnie, a oczy miała szeroko otwarte, z kolei ubrudzona błotem twarz wyrażała zupełne przerażenie nie do opanowania.
Powrót do góry Go down
Aristow
Charakterniak
Liczba postów : 118
Join date : 10/08/2018
avatar
Przybyła wiosna. Razem z komarami, muchami i całą resztą tego niewdzięcznego gówna. Kwiaty zaczynały kwitnąć, drzewa się zielenić, mięsaki wypluwały na świat swoje potomstwo, a Aristow wkraczał do Zony.
Niby pan i władca tego miejsca. Niby. Na pozór.
Pożegnał się z Chabne na swój świecki sposób, chwilę odpoczął od najwspanialszej na świecie kochanki, żeby teraz móc wrócić w jej bezlitosne objęcia. Zona nie była miejscem, w którym należało czuć się pewnie, nawet jeśli był to spacer po Kordonie. Ona tylko czekała na takich, którzy żywili w sobie idiotyczne przekonanie, że poznali jej wszelkie tajemnice i już nie mogą zostać niczym nowym zaskoczeni. Z tego względu Awija był ostrożny. Rzucał przed siebie śrubki, szedł nieśpiesznie, rozglądając się uważnie na boki i nasłuchując.
Niepotrzebnie.
Histeryczny wrzask pewnie słyszeli i na Dużej Ziemi.
Skrzywił się sam do siebie i zatrzymał. Był niedaleko epicentrum tej jakże miłej dla ucha kakofonii, ciekawość popychała go, by tam zajrzał i sprawdził, kto tak wrzeszczał. Jakiś kot wlazł - z całą pewnością - w anomalie. Może zobaczył trupa. Rozsądek z kolei szeptał mu namiętnie do ucha, by wszystko to zignorował i poszedł dalej, zajął się swoimi sprawami i o tym nie myślał.
Tak byłoby łatwo. Normalnie. Ale Aristow nie byłby sobą, gdyby był tak normalny, za jakiego próbował uchodzić. Dlatego westchnął ciężko i nieco żwawszym już krokiem skierował się w stronę wrzasku. Już w czasie marszu odbezpieczył broń i przeładował szybkim ruchem lewej ręki, nawet na chwilę nie spuszczając dłoni z uchwytu. Palec leżał grzecznie nad spustem, gotów w razie potrzeby przesunąć się, by oddać w pełni kontrolowany strzał.
Wyłonił się z krzaków niczym Afrodyta z morskiej piany. Za plecami namiętnie próbującej czołgać się kobiety. Proszę bardzo. Oto niedoszła Lara Croft. W błocie, pośród młodych mięsaków, oko w oko z ich matką.
Podniósł broń wyżej, oparł kolbę wygodnie o swoje ramię i wycelował. Miał masę czasu, mięsak nie wykazywał choćby najmniejszego zainteresowania stalkerem, nawet jeśli to właśnie on był teraz najgroźniejszą figurą na szachownicy. Palec przeskoczył na spust, perfekcyjny strzał na wydechu został oddany. A zaraz po nim i drugi, równie dokładny. A Aristow opuścił broń i wcelował lufę w ziemię, palec zsunął ze spustu.
Całkowicie zignorował młode, mimo że amunicja w magazynku aż się prosiła o wykorzystanie. Zresztą, te i tak spanikowane rozbiegły się na wszystkie strony świata, a on nie miał najmniejszej chęci, by za nimi biegać.
- Lara Croft - parsknął z jawną kpiną.
Oto Awija Aristow. Bandyta. Pogromca mięsaków i wybawiciel kotów. Kurwa jego mać.

___________________
kiszę ogóra cichym szeptem swoich myśli




Mowa: #8c7d5d
MG: #967631
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
Dźwięki, jakie otaczały Jaskier, były nie do zniesienia. Ujadający, zdezorientowany pies, przerażone — w odczuciu dziewczyny raczej agresywne — kwiczenie świniopająków, jej własne krzyki brzmiące zupełnie jak głos kogoś innego, odległego, nieprzyjemne mlaskanie błota pod tyłkiem, stopami, łapami i nibynóżkami. Nie dbała jednak o to, czy zwróciła na siebie czyjąś uwagę; widziała na dobrą sprawę pierwszego mutanta w swoim życiu, no, nie licząc miłych, ślepych piesków, więc dla niej naturalną reakcją była ta dzika scena histerii i paniki.
 A jednak ktoś się zjawił — rzuciła mu tylko przelotne spojrzenie, zauważając, że jest to raczej mężczyzna (a jeśli kobieta, to… To pewnie Niemka) i to bardziej rosły od niej samej. Przestała krzyczeć, a gardło chyba zdążyła sobie już zedrzeć na piętnaście sposobów. Bełkotała coś — może po rosyjsku, może w jakimś wymyślonym języku, na pewno bardzo bez sensu — przywoływała do siebie pieska, chcąc go jedynie utulić. To był mężczyzna, którego…
 … No dobra. Nieznajomego też potrzebowała. Niemniej jednak, to pies podszedł do niej pierwszy, kiedy tego potrzebowała. Huk wystrzału sprawił, że dziewczyna mimowolnie podskoczyła, trochę nawet niezbyt świadomie. Świniak — lub świniaki, bo tego nie chciała sprawdzać — chyba padły, a nią samą wstrząsnął na dodatek odruch wymiotny. Jedyna sytuacja, gdy księżniczka widywała w przeszłości martwe zwierzęta, to ta, kiedy miała je na talerzu.
 – A— ae, eee, ja… Jaskier, ty Tarzan! – wypaliła w pierwszej chwili, kiedy tamten się odezwał; chyba chciała rozładować napięcie albo postawić się w trochę lepszym świetle, pokazując, jaka jest wyluzowana. W końcu udało jej się dotknąć szanownym zadkiem czegoś bardziej stałego i twardego niż błoto. Podniosła się z ziemi, uciszając psa, co by już nie ujadał na mniejsze świniopająki.
 – T-to, eee, mam ci pomóc?  – Wskazała ruchem głowy na zwierzaki. Zachowywała się jak typowy kot, który po haniebnym upadku z wysokości udaje z pełną godnością, że wszystko jest okej. Dopiero teraz zauważyła, że jej głos, w wyniku dzikich wrzasków, brzmi jak taki należący do chłopaczka z mutacją. Odchrząknęła, ale raczej bezskutecznie.
 – Eee, no, miło było, kąpiele błotne są spoko, dziękuję ogólnie i takie tam, a-ale ja już chyba do obozu pójdę… – zakomunikowała prawie tak, jak gdyby oczekiwała czegoś, Bóg wie, może pozytywnego. Jakiejś troski. Bo przecież do tego przywykła, choć wiedziała, że Zona jest okrutna.
Powrót do góry Go down
Aristow
Charakterniak
Liczba postów : 118
Join date : 10/08/2018
avatar
Ustrzelił tylko matkę, ale to wystarczyło. Młode - przestraszone wystrzałem - biegały w panice dookoła wydając z siebie dziwaczne odgłosy, jeden podbiegł do martwego mięsacza i, wciąż popiskując, trącał go zmutowanym pyskiem. Aristow zabezpieczył karabin i zawiesił pasek na ramieniu, lewą dłonią wyciągając z kabury u pasa pistolet. Nieśpiesznie, jakby leniwie, wsunął pełny magazynek i przeładował.
Nie skomentował w żaden sposób jej niby to wyluzowanych słów, tylko uniósł sceptycznie jedną brew i powoli pokręcił głową, podchodząc bliżej. Lufa beretty nakierowała się na jednego z młodych, palec nacisnął spust.
Aż żal było amunicji karabinowej na to ścierwo, ale lepiej było je odstrzelić już teraz, niż martwić się nimi w przyszłości. Gdyby dorosły, stałyby się nieco bardziej niebezpieczne.
- Nie - oznajmił cierpko i zwyczajnie ją wyminął, już nie zaszczycając spojrzeniem. Kolejny cel, kolejny strzał.
Też coś. Jak chciała mu pomóc? Krzycząc jeszcze głośniej? A może czołgając się w błocie? Parsknął sam do siebie i z wykrzywioną niezadowoleniem mordą odstrzelił resztę małych mutancików.
Dopiero po dokonaniu tej miniaturowej rzezi na miejscowej faunie odwrócił się z powrotem do Lary Croft, wypinając magazynek. Przeładował broń, amunicja wyskoczyła wdzięcznie z komory i upadła na ziemię. Aristow schylił się, aby ją podnieść, dmuchnięciem oczyścił z piachu i ponownie załadował do magazynka.
- Lepiej wracaj na Dużą Ziemię - warknął i schował pistolet do kabury. Kot. Kociątko, które przypałętało się w objęcia Zony i myślało, że tyle wystarczy. Że skoro już udało jej się wejść, to nie będzie miała najmniejszych problemów z utrzymaniem się przy życiu dłuższą chwilę. - To nie jest miejsce dla dzieci. Zmarnowałem na ciebie amunicję.
Przyglądał jej się z wyższością kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co mówi. Mogła i nie być dzieckiem w fizycznym znaczeniu tego słowa - bo i wyglądał na jednak nieco starszą - ale te jej krzyki, ta nieporadność, ta ostateczna próba pokazania, że sytuacja była niemalże pod kontrolą...
Ponownie pokręcił głową. Że też mu się zachciało tam leźć. Mógł sprawę zignorować, zająć się swoimi sprawami i o tym nie myśleć. Teraz, gdy tak na nią patrzył, zaczynał się obawiać, że może spadnie mu na barki olbrzymia misja odeskortowania jakże dzielnej dziewuchy prosto do obozu kotów.
- Zjeżdżaj. Już.

___________________
kiszę ogóra cichym szeptem swoich myśli




Mowa: #8c7d5d
MG: #967631
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
No, chyba w istocie trafiła na Tarzana, ale czego się biedna spodziewała po facetach w Zonie? Przynajmniej coś mówił, w miarę składnie i nie brzmiał jak typowy dresiarz aż tak… No tak, Jaskier, tak, wmawiaj sobie dalej. Na pewno dużo ci to da. Spojrzała spod przymrużonych powiek na swojego wybawcę; nie wyglądał jak typ księcia na białym koniu, nie zachowywał się jak książę, a raczej jak burak, taki pierwszy lepszy wyciągnięty z ziemi.
 – Co, ciebie skartofliło coś chyba – wypaliła od razu, przybierając pewniejszy siebie i twardszy ton. Nikt nie będzie jej rozkazywał! A w ramach wsparcia pies jeszcze szturchnął jej rękę łbem i spojrzał na obcego, machnąwszy ubrudzonym w błocie ogonem. Sama Jaskier wypięła dumnie pierś do przodu i uniosła podbródek, nabierając przy tym wyglądu napuszonego kota, który stara się wystraszyć oponenta.
 – Nikt ci nie kazał strzelać, weź sobie z nich jakieś kotlety zrób… Czy co się tam z nich robi, nie wiem, nie jadłam. – Skrzywiła się demonstracyjnie na podkreślenie wagi swoich słów i delikatnego, królewskiego podniebienia. Pewne było, że już jakieś mięso z mutanta jadła, ale nie zadawała pytań o to, skąd ochłapy pochodziły. Naprawdę cały czas chodziła za nią ponura myśl tego, że ktoś mógłby jej opchnąć ludzkie mięso.
 – I nie jestem dzieckiem! – Tupnęła nawet dla efektu, który lada moment zepsuło jednak poślizgnięcie się na błocie, przez które mało nie upadła znowu na zadek. Spojrzała na nieznajomego tak, jakby to była jego wina.
 – Nie, sam zjeżdżaj, twoje to? Nie, ni chuja, panie wielki książę Wszechrusi. Nie wiesz po co tu jestem i nie wygonisz mnie stąd, Randomiejewie Przypadkowskij. Zresztą, nie twoja sprawa. I idź sobie w swoją stronę, a ja pójdę w swoją i… i tyle, no! – Jak widać, elokwencja jak zawsze nie zawodziła. W sumie, mimo swoich zapewnień, wyglądała i zachowywała się jak dziecko, ale miała dobry powód! Serio. Właśnie dlatego reagowała tak ostro, ot co.
 – Łacik, idziemy do obozu, pożegnaj pana – odezwała się do psa i obróciła na pięcie, znowu mało się nie przewracając.
 – Bruf – oznajmił przyjaźnie wielki pies i jeszcze zamerdał łagodnie ogonem, z którego ciągle skapywało błoto, po czym potuptał za właścicielką. Jaskier kierowała się jednak na północ, czyli w zupełnie inną stronę niż obozowisko nowych stalkerów.

___________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Aristow lubi Koty, tylko boi się zagadać [Jaskier x Aristow]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Wątki poboczne-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom