Share | 
 

 Bolało jak spadłem z nieba [Haczyk x Drugi]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Haczyk
Siewca
Liczba postów : 227
Join date : 26/06/2018
avatar
Czas: lipiec 2010.
Miejsce: jakieś zadupie w Polsce.


Lipcowy, piątkowy wieczór był dla niego dość standardowym dniem. Od miasta do miasta, postoje w pomniejszych mieścinach, życie w podróży — rzeczy tak zwykłe dla niego, a tak graniczące z marzeniami innych. Nie stresował się występami, jakie miał dawać jutro po południu; to też była dla niego codzienność. Przymierzył już stroje, wyznaczył to, co wymaga poprawek, pomógł przy sprawdzeniu instalacji pod górą namiotu, innymi słowy, dzień miał pracowity i zdecydowanie zasłużył na nagrodę.
 Nie spieszył się donikąd, znikąd nie uciekał, więc do jednego z tutejszych raczej nielicznych barów dowlókł się dopiero późniejszym wieczorem. Nie dbał o godzinę, chodziło mu jedynie o to, by pobawić się chwilę w nowym miejscu. W miarę chłodne powietrze zlało się z tym gorącym i przesiąkniętym alkoholem, które wypłynęło lada moment zza otwartych przez Julija drzwi. Wziął głęboki wdech, chcąc przez moment doznać wątpliwej rozkoszy wynikającej z tej mieszanki.
 Wnętrze było po części zaciemnione, zdecydowanie gorętsze niż to, co zostawił za sobą na zewnątrz. Młody rosyjski cyrkowiec łamanym polskim powitał będących tam ludzi, jednak nie spodziewał się zbyt wiele; przywykł do tego, że Polacy nie grzeszyli śmiałością ani przesadną serdecznością. Kilka będących tam osób odpowiedziało na jego powitanie, jednak gdy przysiadł przy ladzie, nikt nie zdecydował się na towarzyszenie mu przez jakiś czas. Drink za drinkiem, czas mijał mu raczej w samotności. Już przywykł do panującej tu temperatury i woni mieszających się ze sobą alkoholi. Głośne rozmowy wrzały w budynku, krzyżując się z muzyką.
 Ludzi ubywało, a była dopiero północ; Rosjanin spodziewał się trochę większego ruchu, a jedynym, co ruszało się tu najbardziej, była jego noga, nierytmicznie wybijająca melodie adekwatne do tego, co akurat leciało w tle. Jego mózg był przyjemnie przyćmiony i choć Julek swoje granice znał, zazwyczaj znacznie przekraczał je i bawił się nimi.
 – Tobie już chyba wystarczy, towarzyszu? – zagadał do niego barman, a do samego Julija dotarło to ze znacznym opóźnieniem. Przechylił głowę w jego stronę i spojrzał na niego bez zrozumienia.
 – Sze jaaa? – odparł niemrawo, a młodzik za barem kiwnął głową. Miał minę taką, jakby przyzwyczajał się do myśli, że będzie musiał wyganiać agresywnego, pijanego ruska z lokalu.
 – Mieszkasz w okolicy? Wezwać ci taksówkę?
 – Nie-e… Ja prijechal rabotat’, aaa. Rozumiejesz?
 Barman definitywnie nie rozumiejał.
 – Naprawdę już dość, młody. Póki się nie zataczasz, to idź do domu – mówił wolniej niż wcześniej, jakby w obawie, że obcokrajowiec go nie zrozumie.
 – Jusz? – Julek wydawał się niepocieszony, ale posłusznie dźwignął się ze stołka. Przed oczami zatańczyły mu mroczki, zupełnie tak, jakby podniósł się za szybko z łóżka. Zatoczył się nieco, ale utrzymał równowagę. Wyszedł niemal tanecznym krokiem — prawie pod rytm aktualnie granej piosenki — i zasalutował do barmana. Traf chciał jednak, że Julek nie zapamiętał, że za drzwiami czekają go dwa zdradzieckie stopnie do przebycia i zwyczajnie nie trafił w jeden, ani tym bardziej w drugi, gdy chciał przenieść równowagę z jednej nogi na drugą.
 Przekicał najpierw przed jakimś nieznajomym, starając się nie upaść, a potem, by zdołać wyhamować, przeskoczył przez ulicę. Co za szczęście, że nic akurat nie jechało… Co za nieszczęście, że wpadł swoją piękną buzią w dość wysokie krzaki.
 – Nic mi nie stanięte! – oznajmił bełkotliwie, ale dumnie. Był królem Polski. Tutejszy alkohol był jego osobistą ambrozją.
Powrót do góry Go down
Drugi
Liczba postów : 289
Join date : 16/08/2018
avatar
Nastał czas złotego polskiego lata na pięknej polskiej wsi. Zboże żółciło się dumnie wzdłuż drogi i szeleściło zachęcająco, nawołując, by po prostu w nie wejść, nie zważając na lejący się z nieba żar, i zaczerpnąć głęboko tchu. Poczuć na języku smak wolności, którą może dać tylko obcowanie na odludziu. Przejść kawałek dalej poboczem, będąc mijanym jedynie przez nieliczne samochody i rowerzystów - mieszkańców okolicznych wiosek podążających wysłużonym składakiem do najbliższego sklepu - i zanurzyć się w kojącym cieniu lasu. Uraczyć zmysły wszechobecnym zapachem żywicy. Przejść jeszcze dalej i trafić na pole wyrośniętej kukurydzy, jeszcze niegotowej do zbioru, a jednak już przemawiającej do wyobraźni amatorów darmowego posiłku.
Adam w dupie miał złote polskie lato.
Cały dzień spędził w ogromnej oborze, do ostatniej cegły przesiąkniętej zapachem jej mieszkańców. Wewnątrz budynku może i było nieco chłodniej niż na zewnątrz, ale brak świeżego powietrza przytłaczał. Sprawiał, że koszulka nieprzyjemnie lepiła się do pleców, a buty, choćby i najwygodniejsze, zaczynały po prostu uwierać. Już samo to wystarczyło, by świeżo upieczonemu weterynarzowi dać się we znaki.
A tu jeszcze dochodziła kwestia Rudej.
Ruda była bardzo ładną, miłą, dorodną krówką rasy simentalskiej. Wilczyński spędził osiem koszmarnych godzin próbując pomóc jej ocielić się. Był upał, Adam się nie wyspał, do tego dokuczało mu kolano, toteż oczywistym jest, że podczas porodu absolutnie wszystko szło nie tak. Cielak się zaklinował, Ruda ledwo zipiała, Drugi ledwo zipiał, nawet pan Czesiek, który wywoził z obory gnój ledwo zipiał, mimo że przez większość swojej dniówki się bezczelnie opierdalał i jeszcze mądrzył. Bo przecież młody weteryniorz nie wi, co robi, trzeba go poinstruować. Jak mechanika w warsztacie samochodowym. Bo te młode to totalnie nic nie ogarniają. A jak się nie przypilnuje, to spartaczą wszystko.
Adam miał dość. Dokumentnie, totalnie i ostatecznie dość.
Dość bycia weterynarzem na zastępstwie, dość upału, dość smrodu, dość zwierzęcej krwi, dość narzekania jakiegoś starego pierdziela. Dość Buczyny. Biorąc zimny prysznic - niekoniecznie z wyboru, po prostu wujek, u którego się zatrzymał na czas angażu, miał zepsutego junkersa, który działał jak chciał; niestety, częściej jednak działać nie chciał - zastanawiał się, po co w ogóle zgodził się tu przyjechać.
Pieniądze.
No tak, to był właściwie jedyny powód.
I właśnie zamierzał część z nich przepierdolić.
Był piątek, wolno mu było. Miejscowi sami zresztą nagminnie go zachęcali, by sobie pan miastowy wziął i łyknął. Co prawda, raczej nie mieli na myśli jedynej marki kraftowego piwa z baru, tylko pędzony własnoręcznie bimber, ewentualnie naleweczkę zrobioną przez którąś z babuszek, ale hej - co kto lubi.
Zanim jeszcze wspiął się po dwóch niebotycznych schodkach do wnętrza knajpy, zatrzymał się na moment. Przymknął oczy i wziął głęboki wdech. Nocne powietrze latem miało w sobie dziwny czar. Przywoływało na myśl dni, kiedy był beztroskim dzieckiem, spędzającym wakacje w dokładnie tej wsi, w której był teraz.
Wylewający się ze środka gwar zaatakował uszy niczego niespodziewającego się Adama i sprawił, że chłopak otworzył oczy. Coś małego, rudego przetoczyło się, o włos omijając Wilczyńskiego, i poleciało dalej w krzaki.
- Pro... Proszę pana! - zawołał po chwili, jakby z opóźnionym refleksem. Rzucił się w stronę tego kogoś, by go pozbierać z ziemi. Tutaj nigdy nie było wiadomo, czy w rowie tarza się menel, czy sołtys. Ale nawet gdyby był to menel, Adam i tak by chciał mu pomóc. Taki już był. - Jest pan cały? Wszystko w porządku? - zapytał z autentyczną troską, biorąc rudego pod ramię i pomagając mu wstać.

___________________
jako head kutas nie mogę tak wybuchać



mowa: color=#336666 | głos
Powrót do góry Go down
Haczyk
Siewca
Liczba postów : 227
Join date : 26/06/2018
avatar
Niewinny, cyrkowy potworek wylądował w krzakach, no cóż. Nie był to zbyt spektakularny koniec występu, więc oklasków nie dostał, bo choć lądując wyglądał prawie jakby się kłaniał, to jednak na oklaski nie zasłużył. Nie słyszał wesołej, skocznej muzyki, komentarza konferansjera też nie, a zatem zabrakło nie tylko oklasków. Może to jego rolą dziś było żegnanie artystów i zapowiadanie nowych?
 – Aaa? – zaciągnął pytająco, nie rozumiejąc w pierwszej chwili o czym tamten w ogóle do niego gada. Julij był prawie-ale-to-prawie poliglotą, jednak zdarzały mu się problemy. Polacy śmiesznie patrzyli, gdy prosił o zarzyganie światła.
 – Aaa! – oznajmił już pewniej i pokiwał głową. Niezbyt ogarnął mimo wszystko; dalej nie łapał zwyczaju nazywania kogoś „pan”. Rosyjskie „wy” było przecież dużo lepsze i nie wymagało za wiele od umysłu trzeźwego i podpitego. Uśmiechnął się do młodego chłopaka w okularach i to nie byle jak się uśmiechnął, bo  prawie olśniewająco, jednak blask zdecydowanie przyćmiła woń alkoholowej bomby.
 – Wszysko w porządkie, nu. Dzienkuje, nie bolno, ja tylko trachnuł i ziuuuu… – W mniemaniu Julka to wszystko miało sens, naprawdę! Na „ziuuuu” nawet zaprezentował wolną ręką, jak powyższe „ziuuuu” wyglądało. Zarys szkicowany dłonią w powietrzu pokazywał kicanie, którego Julij wydawał się w miarę świadomy.
 Twarz, choć ładną, miał nieco podrapaną krzakami, szczęśliwie głównie na policzkach i nosie, którego lewa dziurka była w dodatku nieładnie szarpnięta i krwawiła nieznacznie. Julek nie czuł jednak, by nawet go to piekło albo by wywoływało jakąkolwiek nieprzyjemną reakcję. Gdyby był bardziej świadomy, na pewno pomyślałby, że doda specom od makijażu sporo pracy. Cóż, przynajmniej nie dał się pobić. Wyglądał poza tym cokolwiek nieźle, choć był przesiąknięty barową wonią i mieszanką alkoholi, a jego koszula była przepocona.
 – Nie boliło, kiedy spadł ja z nioba – zagadał łamaną polszczyzną, zupełnie tak, jakby tamten o cokolwiek poza „jest pan cały” zapytał. – Nu jesli chcesz, to… O, gdzie ja żyję… – Pokręcił gwałtownie głową, przywołując się troszkę do porządku. Nie za bardzo, bo nie był w stanie, ale do komunikatywnego porządku. – Mieszkam? Po polsku „mieszkam”, prawda? – przeciągnął sylaby w ostatnim słowie i oparł się o tamtego bardziej. Westchnął. – Nie znam nawet, jak pójść, ale najdu… Możesz pokazać mi… ławku? Posiedzę  i pójdę!
 Brzmiał tak, jakby wierzył, że faktycznie zdoła znaleźć w tym zadupiu miejsce, w którym zatrzymała się jego rodzina. Dajmy dziecku wierzyć…

(ten post jest zły, wiem)
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bolało jak spadłem z nieba [Haczyk x Drugi]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Wątki poboczne-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom