Share | 
 

 Piknik na skraju drogi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Czarny Stalker
Admin
Liczba postów : 359
Join date : 19/05/2018
avatar


Terytorium samotników

Określany z przymrużeniem oka "Piknikiem na skraju drogi" od powieści braci Strugackich niewielki obóz, znajdujący się nieopodal wioski kotów. Jest to jedno z tych miejsc, które są często zajmowane przez stalkerów; stanowi ono bowiem zarazem miejsce do rozpalenia ognia i pogadania z innymi, ale też coś w rodzaju punktu widokowego, z którego można widzieć prawie całą okolicę i w razie czego zaalarmować wioskę. Piknik, jak wskazuje nazwa, znajduje się tuż przy głównej drodze idącej przez Kordon.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Sidorowicz, ta menda złodziejska, ten oszust wąsaty i cholera jedna wie jeszcze jakimi epitetami był właśnie określany w bandyckim łbie, nawet nie zdawał sobie sprawy z zostania właśnie głównym wrogiem Kundla. Co prawda nie winą handlarza było, że nagle postanowiło wpaść do jego bunkra całe stado kotów próbując zrobić wszystko, by to właśnie ten jeden konkretny został obsłużony poza kolejnością. Zbliżał się wieczór, w dodatku niedługo miało zacząć padać. Nikt nie miał zamiaru marnować cennego czasu na stanie w kolejce, gdy można było poświęcić go na powrót do suchej kryjówki. Przeliczyli się totalnie.
Boris pociągnął smutno nosem, mierząc obrażonym wzrokiem swojego towarzysza. Stalkerzy zdążyli się poszarpać na schodach bunkra, przez co po serdecznym kopniaku w dupsko zostali z niego oddelegowani. Co chytrzejsze osobniki, w tym Azarow, zdążyli porzucić tam swoje plecaki licząc na to, że za chwil kilka odbiorą na spokojnie swoje pieniądze. Cała banda zajęła honorowe miejsca przy ognisku, milcząc uparcie i tylko od czasu do czasu obrzucając innych niechętnymi spojrzeniami. Jeden po drugim, jak owieczki prowadzone ku lepszym pastwiskom, ruszali z powrotem do bunkra, gdy przychodziła ich kolej.
- Kurwa, nie kop tego - warknął jedyny pozostały przy obozie stalker.
- Przewróci się i cały świat spłonie - zdecydował Boris, uparcie ryjąc czubkiem buta piach przy ognisku, by spowodować obsunięcie się płonących polan.
Prawdopodobnie gdyby nie podawanie się za jednego z samotnych kotów to inni z chęcią rozwaliliby mu łeb. Im dłużej jednak przedstawienie trwało, tym bardziej bandzior czuł się w Wiosce Nowych jak u siebie. Teraz jednak nawet sztucznie rozleniwiona poza, którą przyjął rozwalając się wraz z psem przy ognisku, nie mogła ukryć jego zniecierpliwienia. Podniósł wzrok w kierunku zakrywających niebo ciemnych chmur. Zaraz wszystko pierdolnie i będzie musiał tu najpewniej spędzić noc. Z chęcią splunąłby z pogardą, ale naciągnięta na mordę chusta sprawiła, że w ostatniej chwili się opamiętał.
Powrót do góry Go down
Łapa
Liczba postów : 6
Join date : 09/08/2018
avatar
Z każdym krokiem, trawa przy drodze wydawała mu się bardziej szara. Może to przez pogodę, może to z jego postrzeganiem świata było coś nie tak. Może po prostu jego wyobraźnia kazała mu tak myśleć.
Jurij od jakiegoś czasu kręcił się po okolicy w poszukiwaniu smyczy, która jakimś cudem odpięła się od szlufki w jego płaszczu. Nie była to rzecz szczególnie mu potrzebna, nie była też piękna i nowa. Przypominała raczej stary, poobgryzany kawałek sznurka z zaczepem. Tym bardziej ciężko było go wypatrzyć. Nie uważał jej za coś koniecznego w swoim wyposażeniu, jednak potrafiła być przydatna. Szczególnie, że w miastach czy obozach, nie każdy czuł się komfortowo kiedy jego pies biegał swobodnie miedzy ludźmi, a on wolał unikać niepotrzebnych problemów.
- Napiłbym się piwa... - Mruknął chrypliwie pod nosem. Miał już dosyć patrzenia w ziemię. To zaczynało go męczyć i przywodzić na myśl różne zachcianki. Wszystko, byle już usadzić gdzieś dupsko.
Był już niedaleko obozu, słyszał krótkie wymiany zdań między znajdującymi się tam ludźmi. Pies również ich słyszał. Co jakiś czas zatrzymywał się przed Jurijem spoglądając prosto w jego oczy pytająco. Zagwizdał cicho i krótko, a pies ze spokojem skrócił odległość między nimi. Teraz trzymał się praktycznie jego nogi.
Podeszli spokojnie i cicho do obozu.
- Jeśli świat spłonie, to skąd będziemy brali wódkę? - Rzucił mimowolnie, a na jego twarzy zamajaczył lekki uśmiech. Nie mógł tak po prostu przejść obojętnie koło takich słów, kiedy jego myśli zajmował alkohol, a przecież nigdzie indziej go nie dostanie, jak na tym świecie. W pobliżu zamajaczyła mu jakaś znajoma twarz. Jak dotąd nie utrzymywał z nikim bliskich kontaktów, jednak kojarzył z widoku sporo osób. delikatnie przesunął dłonią po pysku psa, który przystanął przy nim. Wolał mieć go pod kontrolą kiedy w pobliżu byli ludzie czy inne zwierzęta.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Pies, jak na dobrego stróża przystało, już dawno zwęszył zagrożenie w postaci innego czworonożnego. Niecierpliwie wtulał pysk w właściciela, próbując najwyraźniej przedrzeć się przez brudną kurtkę, a później nosem wywiercić mu dziurę w brzuchu na wylot byle ten raczył zwrócić na niego uwagę. Boris był jednak zbyt pochłonięty próbą spalenia całego Kordonu na złość samotnym kotom. Owczarek był jego pierwszym zwierzątkiem w życiu i mimo wszelkich szczerych chęci, większość jego zachowań była jeszcze jedną wielką zagadką.
Dopiero nieznany głos w tak niespodziewanie bliskiej odległości sprawił, że bandzior raczył przenieść swój wzrok na cokolwiek innego. Niezbyt przychylne spojrzenie leniwie przesunęło się od buciorów aż po długowłosy łeb nieznajomego, na moment wróciło do plecaka, zjechało na psa, a następnie już z powrotem wbiło się w szaroniebieskie oczy samotnika. Trybiki w głowie Borisa zdążyły zakręcić się odpowiednią ilość razy, by ten mógł uznać, że oto natrafiła się dobra okazja. A żadnej okazji nie wolno przegapić. Nie w Zonie.
- To proste, trzeba wcześniej zebrać odpowiednio spore zapasy.
Grymas, który przemknął pod maską stalkera można było śmiało wziąć za uśmiech, bowiem z lekceważącego leżenia na ziemi, podniósł się do kulturalnego siadu i naprawdę wydał się zainteresowany rozmową z obcym. Podobnie zresztą jak jego pies, który jednak z racji nowego ułożenia właściciela został oficjalnym unieruchomionym podnóżkiem i akcji zapoznawczej przeprowadzić na szczęście nie mógł. Uratował tym samym ognisko, świat i Kordon.
- A nieskromnie dodam, że znam pewne miejsce, gdzie kilka butelek się zapodziało - rzucił niby od niechcenia, wzdychając męczeńsko - Tylko wiesz, nie ma komu nosić tego z powrotem do wioski, miejsce szemrane, zaraz będzie padać... To nie robota na taką pogodę, to trzeba na spokojnie.
Przeciągnął się leniwie, opierając plecami o kilka ułożonych na sobie starych opon. Połowa włóczących się tu stalkerów miała mózgi wyżarte przez procenty do tego stopnia, że czasem samo wspomnienie o denaturacie prowadziło ich w pułapki tak łatwo jak małe dziewczynki do piwnic z kotkami. Ciekawe czy kolejna rybka chwyci haczyk.
Powrót do góry Go down
Łapa
Liczba postów : 6
Join date : 09/08/2018
avatar
Omiótł szybkim spojrzeniem swojego rozmówcę i jego wiernego towarzysza, który najpewniej chętnie wywinął by się z zarzuconego na nim potrzasku. Dla Jurija wydało się to zabawne, ale poza rozweselonym spojrzeniem, nie pokazywał po sobie większych emocji.
- Tyaaa.. - Zamruczał cicho, przenosząc chwilowo spojrzenie na ziemię pod sobą. - Trudno się mówi. - Wzruszył ramionami i nie czekając dłużej zacisnął dłoń na obroży psa, któremu coraz trudniej było zapanować nad swoim zainteresowaniem.
Przez chwilę wahał się nad najprostszymi decyzjami. czy powinien w ogóle siadać, czy pójść dalej. Zerknął na niebo, po które leniwie zasnuwało się chmurami. Mogło zacząć padać w każdej chwili. Nie było by w tym nic złego, gdyby znalazł smycz, zanim jeszcze zdąży zamoknąć.
- I czemu dzielisz się ze mną takimi informacjami? Skoro tak Ci nie pasuje miejsce i pogoda, warto pomyśleć o jakimś łosiu, który zrobiłby to za jakąś małą opłatą. Są i tacy co dla jednej butelki rzucą się do działania. - Wykrzywił twarz w dziwnej, niezbyt przychylnej minie, obrzucając spojrzeniem co niektóre osoby. Doskonale wiedział, że ta rozmową może zainteresować się i taki łoś, ale też ktoś kto mógłby takie informacje wykorzystać. Dla pewnych rzeczy ludzie potrafią wykazywać się wyjątkową pomysłowością. Z nieba poleciały pierwsze, rzadkie krople deszczu, racząc wilgocią wiecznie spragnioną ziemię.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Kropla lodowatego deszczu trafiła Kundla prosto w kark, powodując przejście po całym kręgosłupie nieprzyjemnych dreszczy. Stalker poprawił kaptur by jeszcze bardziej przylegał do szyi, choć nie naciągnął go na łeb. Rzucił za to zrozpaczone spojrzenie dawnemu towarzyszowi, który o dziwo je odwzajemnił. Każdy z nich miał nadzieję, że na deszczu zostanie ten drugi podczas, gdy on będzie siedział już u Sidorowicza odbierając szeleszczące pieniążki lub nowy sprzęt. Żaden jednak nie podejrzewał, że oboje zostaną przegranymi. Boris zgrzytnął zębami ze złością. Nie mógł nawet odejść stąd, by podkreślić obrazę kundlowego majestatu, bo jego plecak nadal przecież tkwił w bunkrze.
- Mi nic nie pasuje, jestem stary i marudny. Narzekanie to moja pasja, praca i obowiązek - stwierdził zgodnie z prawdą, wzruszając ramionami.
Obcy nie wyglądał na chętnego by wyruszyć w burzową przygodę w nieznane, a szkoda. Może deszcz zmyłby szybciej ewentualne ślady zbrodni i Boris mógłby od razu wrócić do Wioski bez żadnych podejrzeń ze strony innych kotów.
- Szkoda mi wydawać hajsu na byle jakich patałachów. Najwyżej zrobimy sobie później spacerek po jedną buteleczkę czy dwie, nie Buba? - bandzior klepnął swojego psa w bok, by odwrócić jego uwagę od próby wypełznięcia w kierunku obcego psa.
Miał też nadzieję, że któryś podsłuchujący chytrus postanowi zabawić się w myśliwego i po prostu pójdzie za nim, gdy już ruszy w teren.

[ ... ]

Kundel w końcu doczekał się. Stalker idący od strony bunkra w milczeniu wskazał na niego i kiwnął głową. Początkowo kot miał zamiar, jak na kota zresztą przystało, ruszyć tam obrażonym krokiem, na złość zmuszać Sidorowicza by czekał na jego majestat, ale wizja pieniędzy była zbyt ponaglająca. Zerwał się z ziemi i machając ostatniemu czekającemu w kolejce fakami pobiegł w kierunku siedziby handlarza. Bubuś przez chwilę miał ochotę skorzystać z okazji i przywitać się z nowym psim towarzyszem, ale z chwilą gdy stracił Kundla z pola widzenia, przedreptał łapkami niecierpliwie w miejscu i ruszył w pogoń za właścicielem.

[ z tematu ]
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
Jaskier tego dnia postanowiła się trochę uspołecznić — przy ognisku obok wioski nowych rozbiło się niedawno kilku stalkerów, którzy odeszli jednak w kierunku domków, gdy zapadała chłodniejsza noc. Ona postanowiła zostać, z pomocą psa dorzucając drewna do ognia — a Łacik, gdy zawołało się „szukaj”, po prostu przynosił cokolwiek co znalazł. Nie miała w sumie za wiele jedzenia ani pieniędzy, przez co w brzuchu ją trochę ssało, ale perspektywa podjadania karmy Łacika nie wydawała się aż taka kusząca. Dziewczyna westchnęła; nie udało się jej wyłudzić żadnego jedzenia ani alkoholu od tamtych.
 Wyjście było jedno: musiała poczekać na innych. Słońce zachodziło, a ona zauważyła, że rytm dnia i nocy oraz postrzeganie go zmieniało się u niej gwałtownie. Przed Zoną mogła dłużej wytrzymać w nocy, mogła nie spać, a tutejsze warunki sprawiły, że wstawała skoro świt i starała się usypiać, kiedy tylko zapadał zmrok. Zmuszała się do snu mimo strachu, mimo poczucia, że tu nie pasuje.
 Pogładziła psią sierść, po czym podniosła się z siadu i zaczęła sprawdzać kolejno każdą butelkę po „Kozaku”, jednak nie wyglądały na takie, w których chlupotałoby cokolwiek zdatnego do picia. Westchnęła tylko i poruszyła niby obojętnie barkami, „no bywa”, zdawała się mówić. Usiadła znowu po turecku przy psie, który z kolei położył łeb na jej udzie i popatrzył na właścicielkę swoimi wielkimi, brązowymi ślepiami. Otuliła się szczelniej płaszczem — nadchodziła bardziej pełna i konkretniejsza jesień, noce stawały się chłodniejsze, a ogień bardziej kojący.
 Pies uniósł głowę i rozejrzał się, burknął ostrzegawczo, a Jaskier od razu podkuliła odruchowo nogi. Poczuła nieprzyjemny dreszcz i podniosła się raz jeszcze do kucek, przez co strzelba zawisła przy jej boku i zakołysała się. Sięgnęła po zostawioną na ziemi maczetę, a pies siadł i skierował łeb w stronę, z której usłyszał jakiś odgłos — szurnięcie, tupnięcie, inne ęcie? — i tak to dwójka dzielnych bohaterów — które z nich spierdalałoby szybciej? — czekała na to, co przyniesie im los.
 Oby nic złego, bo Arina płuca miała potężne, obudziłaby Monoliciarzy w Prypeci.
Powrót do góry Go down
Łapa
Liczba postów : 6
Join date : 09/08/2018
avatar
O dłuższego czasu szwendał się po okolicy. Borek w końcu zapięty na zmaltretowaną smycz, zdawał się usilnie ciągnąc go do przodu. Nawet nie zauważył kiedy zbliżył się wieczór, przyzwyczajony do letniego, długiego dnia, po prostu robił swoje. Tymczasem zaczynało się robić ciemno.
Po dłuższej chwili, zauważył światło ogniska. Dokładnie znal już to miejsce. Podszedł do prawie obozu, jak do swojego miejsca. Jakby dokładnie wiedział kogo zastanie.
- No witam wszystkich tu obecnych. - Zawołał dość głośno. Pies ciągnął go dalej do przodu, ale ten stanął sztywno, zaparł się nogami. - Borek, ty cieciu, stój! - skrzywił się patrząc na psa wyciągającego szyję z zainteresowaniem, do przodu.
- Witam.. - powtórzył, wpatrując się w obecną przy ognisku osobę. - Chyba się jeszcze nie widzieliśmy. Łapa, żem jest... - Oznajmił jak najbardziej przyjaźnie. W głębi myśli przygotowany był, że osoba, chociaż go nie znała, mogła kojarzyć go ze stwierdzenia "to ten co psa uczył".
Powrót do góry Go down
Jaskier
Liczba postów : 31
Join date : 01/09/2018
avatar
Głos. Głos sprawił, że jaskier odruchowo trochę się uspokoiła; w dalszym ciągu dziewczyna zdawała się nie pojmować, że mutanty nie były jedynym zagrożeniem w Zonie. Ludzie bywali znacznie gorsi, ale przy „swoich” nie czuła się aż taka zagrożona. Opadło z niej napięcie i, choć mogło być to ciężkie do dostrzeżenia, nawet się nieco uśmiechnęła. Stalkerzy, którzy jakiś czas temu odeszli kawałek w stronę obozu, powitali nowo przybyłego okrzykami bądź machaniem dłonią.
 Ona sama trochę nie wiedziała, jak powinna się zachować. Póki co, na dobry początek, pozwoliła broni wisieć u jej boku i nie chwytała za nią, a psu kazała usiąść. Ten, czując zapach innego przedstawiciela dumnego psiego rodu, od razu zainteresował się i mimo wypełnienia polecenia, kręcił z zaciekawieniem łbem na boki, a oklapłe uszy uniósł na tyle, na ile mógł.
 – I tobie nie chorować – odezwała się wreszcie, rzucając typowym stalkerskim powitaniem, które w dalszym ciągu dziwnie smakowało w jej ustach.
 – Ee… Tak… – mruknęła, trochę nie wiedziała mimo wszystko, jak się zachować. Pseudonim obił jej się o uszy, to pewne, ale dalej nie umiała ich łączyć z konkretnymi osobami. Uśmiechnęła się trochę przepraszająco, układając usta w wyrazie „może pogadajmy o czymś innym”.
 – Jaskier, znaczy, eee, ja Jaskier. Miło mi. I ten, no, Łacik nic nie zrobi, lubi ludzi i inne psy. Nieczęsto je widzi, to i weselszy może być, ale poza tym jest niegroźnym klocem. Proszę siadać, drzwi zamykać… I te sprawy! – rzuciła pewniejszym, żartobliwym już tonem. Zachęcająco, na potwierdzenie swoich czystych intencji, sama przysiadła na wygniecionej już przez własny zadek trawie.
 – Wódka i jedzenie już wyszły, ale jest ogień dalej grzeje… Póki można, trzeba się nim nacieszyć, nie? – Chciała zabrzmieć jakkolwiek profesjonalnie, żeby zrobić na facecie raczej pozytywne, niezbyt wrogie wrażenie. Nadciągała zima, więc tak na logikę wynikającą z myśli księżniczki, raczej lepiej by było trzymać się wtedy zabudowy niż otwartego terenu. Zerknęła na Łapę. Póki co nie wydawał się zły, a psa trzymała przy sobie, więc może jego towarzysz też nie zrobi nic złego…
 – Co dobrego w Zonie? – No, od czegoś trzeba było zacząć.

___________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Piknik na skraju drogi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» 015. Piknik policyjny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Kordon-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom