Share | 
 

 Most do Limańska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Czarny Stalker
Admin
Liczba postów : 350
Join date : 19/05/2018
avatar


Terytorium Najemników

Po bitwie o ten most, po drugiej stronie osiedli najemnicy. Aktualnie most jest pod ich władzą właśnie tej frakcji i stanowi jedyne przejście do Limańska. Po stronie Czerwonego Lasu znajduje się niska wieża, którą wcześniej pewnie zajmował operator tego mostu. Jest on opuszczany i lepiej nie ryzykować przechodzeniem przez wodę — jest silnie radioaktywna.

Powrót do góry Go down
Feliks
Doktor
Liczba postów : 13
Join date : 10/08/2018
avatar
Most zwodzony, stanowiący jedyne wejście do Limańska był teraz opuszczony, a na jego brzegu, w połowie długości całej konstrukcji siedziała samotna postać. Postać ta posadziła beztroskie dupsko na krawędzi i spuściła za tę krawędź nogi, mając przynajmniej tyle przyzwoitości, by nimi nie majtać niczym dzieciak z podstawówki. Obok niej leżały trzy butelki, których przeznaczenie, jeśli nie było oczywiste dla każdego stalkera od razu, to stawało się takie po zbliżeniu na dwa metry do owego osobnika, którym był nie kto inny, jak Szczęściarz. Geneza zapachu stawała się jasna po zwróceniu uwagę na dwie z owych butelek, które zostały już opróżnione, co w znaczący sposób wpływało na Feliksa. Mógł on mianowicie wreszcie podjąć się pracy, tyle że w obecnej chwili nikogo nie musiał operować, za co dziękował Zonie. Pił więc nie ze względów praktycznych, a dla czystej przyjemności, z tego samego powodu przycupnął nad rzeką i wpatrywał się w toń, wiedząc że gdyby spadł w dół, prawdopodobnie już by na most nie wrócił. Pilnował się więc, pamiętając, że na jego pewną rękę liczą tuziny najemników.
Funkcjonował jednak w tym stanie od tak długiego czasu, że teraz odczuwał głównie lekkie rozjeżdżanie się obrazu i przyjemną lekkość ciała i ducha. Nie zapominał jednak całkiem o ostrożności, więc co kilka minut przerywał swoją kontemplację natury i zerkał to w jedną, to w drugą stronę, sprawdzając czy nie podkrada się doń jakieś paskudztwo.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Paskudztwo się nie podkradało.
Czaiło się natomiast w bezpiecznej odległości, cierpliwie obserwując los kolejnych opróżnianych przez mężczyznę butelek. Po co?
Może założyła się sama z sobą po której flaszce facet runie w dół wprost do radioaktywnej rzeki? A może po prostu czekała aż przekroczy swoją granicę, tylko po to, żeby go okraść i pozostawić mutantom na pożarcie, golusieńkiego jak nieboskie stworzenie, pod tym pięknym czarnobylskim niebem?  
Przyjrzała się uważnie przygarbionej sylwetce, przysuwając się o parę kroków. Szlag. Znała tego opijusa, aż nadto dobrze.
Feliks lub jak lubiła nazywać go (przynajmniej w myślach) Wandal: „Nie-Zbliżaj-Się-Do-Mnie-Pieprzony-Konowale”.

Nagła chęć zepchnięcia piguły z mostu walczyła w niej z paraliżującą niechęcią do zbliżenia się do niego choćby na trzy metry.
Postanowiła zatem pójść na swoistego rodzaju kompromis, siadając w bezpiecznej odległości na krawędzi mostu. W przeciwieństwie do niego nie miała żadnych zahamowań – majtała przez chwilę radośnie nogami nad przepaścią.
- Feliciano przyjacielu... - Zaczęła, siląc się przy tym na słodki ton i ukrycie charakterystycznej niechęci. Jakby nie patrzeć Szczęściarz był lekarzem. Co gorsza – chirurgiem. Co oznacza, że miał masę ostrych noży, skalpeli i igieł.
Mózg Wandalka zarządził natychmiastowy odwrót na myśl, że medyk mógł mieć kilka z nich przy sobie. Najlepiej jak najszybciej. I jak najdalej. W dół. Wprost do radioaktywnej rzeki, do której to jeszcze przed chwilą zamierzała wrzucić samego doktorka.
Mimo to dzielnie siedziała w miejscu, opierając się na łokciach w półleżącej pozycji i zadzierając podbródek do góry, zupełnie jakby łapanie wczesnej opalenizny było głównym powodem jej wizyty na moście. Efekt zapewne byłby trochę lepszy, gdyby nie miała wciąż naciągniętego na głowę kaptura od czarnej bluzy i bawełnianej maseczki zakrywającej dolną połowę twarzy.
- Jak życie? Kontaktujesz jeszcze czy będę musiała cię zaciągnąć do domu, hm?- Rzuciła bardziej w przestrzeń, ani myśląc choćby spojrzeć na lekarza.
Powrót do góry Go down
Feliks
Doktor
Liczba postów : 13
Join date : 10/08/2018
avatar
Czające się paskudztwo zostało niezauważone, przez błogo zrelaksowanego Feliksa, przynajmniej do momentu, aż zaczęło się doń zbliżać. Słysząc kroki, odwrócił gwałtownie głowę, aż mu coś strzyknęło w karku. Podniósł półprzymknięte powieki i ogniskował chwilę wzrok, aż wreszcie dotarło do niego kogo ma przed sobą. Panna Wanda, która nie chciała chirurga. Aż parsknął cicho pod nosem. Gdy ostatnim razem chciał ją przebadać, gdy miała dłuższy katar, uciekała tak szybko, jakby wpadła w ciąg grawitacyjnych anomalii. Głośniejszy śmiech powstrzymał jednak, dzięki czemu przypadkowe spotkanie nie zakończyło się bójką, na którą chyba nie miał odpowiedniej kondycji. Na wszelki jednak wypadek wrócił do kontemplowania skażonej rzeki, żeby nie zobaczyła tego drgnięcia jego twarzy na jej widok.
Nie miał nic przeciwko jej towarzystwu, nawet jeśli wiedział o niechęci z jej strony. Zagadnięty, odwrócił się ponownie ku niej, konstatując że ona ani myśli spoglądać na niego i tylko wyrzuca te słowa w przestrzeń.
- Hmm? - odmruknął niezbyt elokwentnie, ale też nadmierna wylewność nie była tu potrzebna. To ona zaczęła rozmowę, niech więc się wysili. Jakaś część męskiego mózgu Feliksa zaczęła z braku bodźców oceniać aparycję hakerki. Niesforny, nieco zamglony wzrok przesunął się po braku cycków i zawiedziony wrócił do twarzy, ażeby Lucky mógł kontynuować "rozmowę", nawet jeśli ta była jeszcze bardziej zasłonięta.
- Proszę, nie rozśmieszaj mnie. - odpowiedział, lekko przeciągając sylaby i kalecząc rosyjski, za co jego babushka w grobie się przekręciła ze trzy razy. - To wstęp tylko, to przygrywka. - ciągnął, cytując mimowolnie pewnego polskiego poetę-barda. Przyjrzał się trzeciej butelce, którą ujął przed chwilą w dłoń. Spojrzał na Wandal. Znów na butelkę i znów na Wandal. Odkręcił nakrętkę, pociągnął łyk bimbru i wyciągnął rękę w kierunku Rosjanki - Chcesz? - zapytał uprzejmie, potrząsając lekko naczyniem, w którym zachlupotał alkohol - Dobry, Sidorowiczowy samogon. Ten debil Ivan - (na pewno w ich szeregach był jakiś Ivan) - pomylił spirytus z bimbrem i teraz zamiast odkażać rany, muszę go wypić. Nie obrażę się, jeśli mi pomożesz. - dodał zachęcająco, by przełamać naturalną niechęć kobiety.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
1:0 dla Feliksa, bo z pewnością dziewczę nie wiedziało jakie radosne wspomnienie wywołało jej pojawienie się, przez co nie mogła w żaden sposób się obronić czy odpyskować. Tak właściwie...Wandalek nie widziała nic dziwnego w swoim  zachowaniu sprzed dwóch czy trzech tygodni, gdy tylko i wyłącznie z powodu dłuższego kataru Feliks próbował ją przebadać. Jasne. Nikt normalny nie męczy ludzi z powodu kataru. Na pewno miał w tym jakiś ukryty, niecny cel. Jak każdy lekarz. Może i rzeczywiście jej ucieczka (choć osobiście wolała określać to mianem „bardzo taktycznego odwrotu”) była dość... gwałtowna i żwawa, ale to chyba świadczyło tylko o tym, że  NIC jej nie jest, prawda?
Teraz jednak zachowywała się, jak na siebie, dość spokojnie. Dopóki nie wyciągał dziwnych drewnianych patyczków, nie kazał jej wystawiać języka, a w jego rękach nie pojawiła się żadna strzykawka z „magiczną szczepionką”, wizja wspólnego spędzenia popołudnia na moście nie była aż tak tragiczna.
Samogon?
Utkwiła wzrok w butelce, analizując wszystkie możliwe za i przeciw, choć lista tych pierwszych ograniczała się do: „to alkohol. Alkohol jest zawsze dobrym pomysłem, Wandzia”.
Skrzywiła się, czego jedynym przejawem było ledwie zauważalne zmarszczenie brwi. Mógł ją upić, a potem próbować wtykać skalpel w dziwne miejsca jej ciała (na przykład w taką trzustkę. Z dziwnego powodu była przywiązana  do swojej trzustki, choć nawet nie wiedziała, gdzie to to się znajduje), albo nie daj boże mierzyć temperaturę i puls. Lekarze bywali nieprzewidywalni.
Przysunęła się do niego, nie podnosząc tyłka z mostu. Szuur, szuurr, szurrr.
- Pomogę ci tylko dlatego, że obawiam się, że sam byś sobie z bimbrem szanownego towarzysza Iwana – którego z Iwanów? - nie poradził. Ale na szczęście tu jestem, gotowa się poświęcić i ci pomóc z trunkiem.- Stwierdziła, ściągając maseczkę z twarzy i szybko zabierając mu butelkę. Ot tak, jakby naraz się rozmyślił.
Wandal poczuła nagle przypływ dumy. Pomagała mu, pomimo że był lekarzem. Ho ho ho, jakież to było wspaniałomyślne z jej strony. Empatyczne. 100% ludzia w ludziu.

Upiła trochę bimbru, odruchowo ocierając brzeg szyjki rękawem przydużej bluzy. Nawet nie chodziło o to, że się brzydziła doktorka czy coś. Po prostu wizja, w której Feliks wykorzystywał pozostawione w ten sposób DNA Wandalka, do niecnych eksperymentów w swoim tajnym, podziemnym laboratorium (które na pewno posiadał – każdy lekarz posiadał swoje własne tajne miejsce, gdzie mógł spokojnie knuć i czynić różne niegodziwości).
- Mocne. Dobre. Iwan wiedział co robi „psując” ten samogon.- Chrypnęła, czując jak alkohol powoli przepala gardło. Oddała butelkę Feliksowi, wracając do machania  nogami nad przepaścią.
Powrót do góry Go down
Feliks
Doktor
Liczba postów : 13
Join date : 10/08/2018
avatar
Wystawiając rękę z samogonem w kierunku panikary czuł się jakby próbował oswoić dzikie zwierzę korzystając z rad zawartych w Małym Księciu, zamiast dowolnym poradniku. Absurdalności tej sytuacji nie odbierał fakt, że dziewczyna najwidoczniej dała się złapać na tę przynętę. Spojrzenie, jakie wlepiła w naczynie, w zamglonym nieco mózgu Feliksa zostało zrozumiane w nieco przejaskrawiony sposób, jakoby szklana butelka stała się przedmiotem gorącego pożądania ze strony najemniczki. Nie miał bladego pojęcia o naturze myśli krążących w Wandalkowym umyśle, ale sam był daleki od wtykania jej skalpela w jakiekolwiek miejsce, o trzustce nie wspominając.
Głośne szuranie dresów o podłoże było dla doktora niczym fanfary zwycięstwa. Bitwa wygrana, dresiara zwabiona do wodopoju. Przysunęła się tylko o tyle, ile jej brakowało do chwycenia butelki, ale należy się cieszyć z każdych sukcesów. Nieco rozbawiony, w głębi swojej lekarskiej duszy, Feliks obserwował poczynania hakerki. Nie dał tego rozbawienia po sobie poznać, minę miał nieprzeniknioną jak zwykle, może trochę bardziej zamyśloną. Interesujący zbieg okoliczności z tym spotkaniem być może da mu szansę zdobyć jeśli nie zaufanie, to chociaż neutralność paranoiczki, co w przyszłości mogło mu się tylko przydać. Nie znaczyło to, że zamierzał się jej teraz specjalnie podlizywać, był ponad to. Ot, Feliks po prostu jest umiarkowanie przyjazny dla swoich, a jeśli lubili wypić, to tym więcej miał pozytywnych uczuć.
Odebrał butelkę i przyłożył szyjkę do ust niemal natychmiast. Odchylił głowę do tyłu i upił duży łyk, który przyjemnie zapiekł go w gardło. Sapnął lekko i wygiął wargi w lekkim uśmiechu.
- Tia, dobry... - mruknął cicho - ale tylko patrzeć jak chłopaki się przywloką z jakąś raną od mutków... przecież nie będę ich dezynfekował wodą! ... a bimbru szkoda... - dodał po chwili z pewną melancholią w głosie, pociągając drugi łyk i podając butelkę dalej.
- A w ogóle to co ty tu robisz na moście, a? - zapytał znienacka, wgapiając się w chmury na horyzoncie - nie powinnaś czasem czegoś... nie wiem, hakować?
Zapytawszy, odchylił się do tyłu i podparł rękami, by móc swobodniej wgapiać się cumulusy i cirrostratusy. I po części dlatego, że gdy patrzył na wodę w dole, to ona magicznie zbliżała się do jego oczu, a ostatnie czego chciał teraz, to spaść z tego mostu, z bimbrem w wandalowych rękach.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Wydęła delikatnie usta, niczym dziecko, któremu kazano odrabiać lekcje z matematyki w piątkowe popołudnie.
- Sieć nawala. Znowu.-  Z jakiegoś powodu podkreśliła ostatnie słowo. Upiła kolejnego łyka, oglądając następnie trunek pod słońce, zupełnie jakby liczyła, że znajdzie w butelce jakąś radosną niespodziankę. Kawałek szczurzego ogona, czy chociaż parę zatopionych much. Nie znajdując niczego konkretnego oddała lekarzowi bimber, wracając do porzuconej półleżącej pozycji.
Pełen relaks nawet w obliczu szalejącej dookoła apokalipsy.
- Na moje nic poważnego, ale przydałoby się wleźć na naszą antenę i pogrzebać przy tym. Może uda się jeszcze utrzymać ten szmelc przy życiu.- Przechyliła lekko głowę, żeby nawet teraz móc bacznie obserwować lekarza. Tak profilaktycznie, chociaż z każdą chwila wydawała się spokojniejsza. Może nawet trochę zbyt milcząca jak na siebie.
- Te kurwie coś knują.- Mruknęła nieco ciszej, robiąc lekki ruch głową w stronę okolic Mózgozwęglacza.- Sieć pada częściej niż zwykle, szumy, zagłuszenia. Sprawdzę anteny jeszcze raz, ale jeśli się dowiem, że pojeby z Monolitu próbują nas wygryźć, albo nie daj borze liściasty - szpiegować, to im nogi z dupy powyrywam.
Choć w ustach Wandalka wszelkie teorie spiskowe brzmiały jeszcze bardziej nieprawdopodobnie, to jednak jej niechęć wobec fanatyków była o wiele większa niż nawet wobec lekarzy. I brzmiała dość... przekonująco w swoich groźbach.
Zacisnęła usta w wąską kreskę, powstrzymując się jednak od dalszych komentarzy na ten temat. Ściany, mosty i podłogi miały uszy, szczególnie na tak wrażliwym obszarze jak Zona.

Skóra jej lekko ścierpła, kiedy usłyszała magiczne słowo „dezynfekcja”. Ok, odkażanie było ważne i nawet ona potrafiła to zrobić, co nie czyniło z niej medyka z piekła rodem.
- Czemu zostałeś lekarzem?- Zagadała po chwili.- Jest tyle lepszych zawodów. Prawnik, tynkarz, pilot helikopterów. A ty wybrałeś akurat popieprzanie ze skalpelem i dźganie nim ludzi. Why?
Powrót do góry Go down
Feliks
Doktor
Liczba postów : 13
Join date : 10/08/2018
avatar
- Sieć nawala... - powtórzył cicho pod nosem Potocki, wyciągając rękę po flaszkę z samogonem. Zauważył jej grymas, ale przeszedł nad nim do porządku dziennego, ot zwykłe miny strzelane przez dziewczynę, która mogłaby być jeszcze na studiach. Ach, studia... ten cudowny czas, gdy spało się w sterylnych (w porównaniu do Zony) akademikach, pisało egzaminy na kacu lub ordynarnie się chlało. Cóż to były za lata...
Zamrugał szybko, wracając do teraźniejszości i skupiając się na dalszej części rozmowy. Nie zmieniając wyrazu twarzy stwierdził dość przytomnie: - Jeśli sprzęt aż tak nawala, jak mówisz, to może niech Wilczarz za kolejną robotę weźmie tonę elektrozłomu? Bo bez tego - splunął w wodę i upił łyk bimbru - stracimy poważną przewagę nad tymi śmieciami. - zatoczył ręką łuk, dając do zrozumienia, że mówi o Zonie w ogólności, a nie o mutantach w rzece lub w Czerwonym Lesie - a ten pomysł niezbyt mi się podoba.
Urwał, gdy Wandal zrobiła konspiracyjną minę i ściszyła głos. Szur, szur - przysunął się trochę bliżej, szorując tyłkiem po deskach mostu. Podążył wzrokiem we wskazanym kierunku i zamarł, słuchając, wpatrzony w miejsce, gdzie skryty między drzewami, znajdował się Zwęglacz. Odruchowo, kiedy się odezwał, sam ściszył głos.
- Jeśli wyjdzie na to, że to oni, a nie wojsko, to może... - rozejrzał się czy przypadkiem nikt i nic ich nie podsłuchuje - skrzykniemy kilku chłopaków i damy im popalić? - zauważywszy, że nadal ściska w dłoni szkło, wręczył alkohol dziewczynie. Groźba, którą wygłosiła, brzmiała na szczerą, aż Feliks zaczął się zastanawiać czy dobrze zrobił, sugerując jej pomoc w wyrywaniu Monolitianom nóg z gluteusa maximusa. Popłynął jednak z falą, która kazała im zmierzać w stronę większego porozumienia niż dotychczas. Tak przynajmniej rozumował Lucky, nie wiedząc zaś czy ona odbiera to podobnie. Była zbyt cicha, na pyskatą, małą wredotę, którą była na co dzień. Nic dziwnego, że zaczął odczuwać obecną sytuację za niespotykaną.

Odchylił się mocno do tyłu, spoglądając wprost w niebo gwiaździste nad nim (nawet jeśli świeciło słońce, to technicznie było ono gwiaździste) i westchnął cicho. Jego głos zabrzmiał poważniej niż do tej pory.
- Zacznijmy od tego, że nie wtykam skalpela w ludzi jak popadnie, tylko ratuję im to, co w tej dziurze uchodzi za życie. Wiem, niezbyt chodliwy towar, kiedy bliźni może cię zastrzelić za mniej napromieniowaną konserwę, niemniej coś tam jest warte. - zamilkł na chwilę, przeżuwając dalszą odpowiedź. - A poza tym, ludzie to maszyny okablowane lepiej niż niejedna z twoich elektronicznych zabawek, więc poskładanie kogoś do kupy tak, żeby niczego nie zepsuć, jest wyzwaniem. A ja... po prostu lubię wyzwania.
I po tym wyznaniu powinien był zamilknąć. Już i tak zmarnował bardzo dużo tlenu na gadanie, ale w takim wypadku rozmowa utknęłaby w martwym punkcie. Nabrał więc powietrza i zapytał, już nieco swobodniej:
- A jak to wyglądało z tobą? Czemu bawisz się programami, piszesz wirusy i naprawiasz anteny? Dlaczego akurat w Zonie, skoro na zewnątrz miałabyś na to lepsze perspektywy i nie musiałabyś się martwić o kulę w głowie każdego ranka?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Dziewczyna zrobiła dość sceptyczną minę, kiedy padł pomysł poproszenia Wilczarza o zapłatę w czymś co się nie błyszczy, albo nie strzela. Prychnęła odgarniając włosy z twarzy.
- „Są ważniejsze rzeczy Wandal niż twoje internety blah blah. Nie przeszkadzaj mi w robieniu mojej ważnej szefowskiej roboty Wandal blah blah Nie jedz tych przeterminowanych chipsów na zebraniu Wandal blah blah.- Do idealnego przedrzeźniania szefa brakowało jej jedynie naciągniętej na rękę skarpetki z doszytymi guzikowymi oczkami, albo innej pacynki.
- Nie ma co się zdradzać, że coś nam nawala. Ani, że wiemy więcej niż powinniśmy.
Wandal pokręciła przecząco głową na myśl o jawnym zaatakowaniu fanatyków. Za duże ryzyko, przy kompletnym braku profitów (poza pozbyciem się gnoi i dokładnym zbadaniu Mózgozwęglacza, o czym marzyła już od dawna, of course).
Przyjęła alkohol wdzięczna, że na razie zakończyli temat Monolitu i ich ewentualnych działań sabotażowych. Powoli zaczynała odczuwać przyjemne efekty picia bimbru, niewystarczające jednak, aby nazwać je stanem porządnego upojenia. Mózg zarejestrował jednak, że lekarz znalazł się o wiele bliżej niż powinien, dlatego odchyliła się lekko, wysłuchując jednak w ciszy jego opowieści.
Okej.
Przy słowach „nie wtykam skalpela w ludzi jak popadnie” uniosła rozbawiona brwi z miną p.t. „oboje wiemy, że to bzdura, ale hej, kontynuuj, powiedzmy, że ci wierzę”.
Trzeba przyznać, że spodobał jej się fragment o wyzwaniach. Może jednak doktorek nie był taki zły jak zakładała na początku?

- Hmm... Tak to już w życiu bywa Feliciano.- Wzruszyła ramionami, oddając mu butelkę.- Jednego dnia bawisz się wybornie w stolicy, kolejnego budzisz się z workiem na głowie w drodze na największy wypizdów świata. Takie to już ryzyko zawodowe, biuro śledcze wyczuło grubszą aferę w związku z wypadkiem pewnego samolotu i po nitce do kłębka – trafili na mnie. Nie spodobało im się, że nie mogą nic znaleźć, więc zafundowali mi te wakacje.
Zaśmiała się perliście, odstawiając butelkę na deski pomiędzy nimi.
Dopiero po dłużej chwili dodała coś do czego od dawna nie chciała się przyznać.
- Lubię Zonę. Żadnych ograniczeń, rachunków za internet, podatków, dzieciaków drących ryja o nową zabawkę.- Uniosła szczupłą dłoń wyliczając na palcach kolejne profity wynikające z mieszkania w ich małym, prywatnym piekiełku.- Nie lubisz kogoś – pozbywasz się go. A mnie nie lubi tu sporo osób, Feliciano.
Wandal przymknęła powieki, zupełnie jakby wizja wiecznie czyhających na nią wrogów, nie była w stanie przeszkodzić popołudniowemu chilloutowi na moście. Chyba po prostu do niej przywykła.
- Wiem dlaczego jesteś lekarzem, ale nie wiem dlaczego jesteś tutaj. Aż tak lubisz wyzwania, że ludzie na zewnątrz są nudni? Ich nie pogryzą mutanty, więc nie warto sobie nimi zaprzątać głowy?
Powrót do góry Go down
Feliks
Doktor
Liczba postów : 13
Join date : 10/08/2018
avatar
Musiał jej przyznać rację, ta parodia faktycznie mogła dobrze odzwierciedlać Wilczarza i jego podejście do tej sprawy. Zwłaszcza jeśli chodziło o chipsy Wandal. Niemniej chyba nawet on rozumiał, że internet to ważna rzecz, a więc nie należy jej lekceważyć lub zbywać kolejnych próśb o zapasowe części. Feliks na szczęście nie miał tego problemu czy raczej - nie miał go w takiej skali. Ich szef dobrze wiedział, że bez sprawnych oddziałów bojowych, najemnicy będą jak kundel z wybitymi zębami, dlatego w miarę możliwości uzupełniał zapasy środków ratujących życie. Niemniej zawsze należało wykorzystywać sprzęt do samego końca, więc nie było mowy o jednorazowych ostrzach do skalpeli, co sprawiało że Feliks okazjonalnie czuł się nieswojo, przeprowadzając operację.
Potrząsnął głową, przeganiając te myśli. Wilczarza nie da się tak łatwo przekonać. Coś musi nawalić, żeby wreszcie się zmieniła sytuacja. Nie było powodu roztrząsać tego w tej chwili, kiedy przyjęte procenty tak przyjemniej kołysały i pieściły mózg Szczęściarza. Przymknął na chwilę oczy i się relaksował, nie sięgając jeszcze po butelkę, mimo że Wandal ją odstawiła.

Wiedział o wypadku, cały kraj o nim huczał, media deptały własne ogony próbując dostarczyć świeżych kąsków, a politycy z miejsca zaczęli obwinianie swoich przeciwników. Z ciekawością zanotował ten fakt w głowie - Wandal była w to zamieszana. No proszę, a podobno to była tylko wina zjawisk meteorologicznych i pewnego upartego drzewa.
Kiedy się zaśmiała i zamilkła, czekał. Jakoś tak nie wydawało mu się, by to było wszystko, więc otworzył oczy i leniwie obrócił głowę w jej stronę, przypatrując się jej spod półprzymkniętych powiek. Kiedy się odezwała, lekko go zaskoczyła. Nie to, że nie dopuszczał myśli o dobrowolnych stalkerach, po prostu po wstępie nie brzmiała mu jak ktoś, kto lubi żyć na śmietnisku Europy. Patrzył na odliczanie i wiedział, że naturalną koleją rzeczy będzie rewanż. I nie pomylił się.
W pierwszej chwili chciał uciąć temat jednym zdaniem. Tak żeby już nie zadawała głupich pytań, wszak powody przybycia do Zony należą tylko do niego i wara innym od nich. Chciał, ale tego nie zrobił. Jakaś taka nić wzajemności się wywiązała na tym moście, skoro już opowiadają takie rzeczy, to powinien dać jej coś. Nie musi to być wiele, ale musi być treściwe. Wyprostował więc przekrzywioną głowę i spojrzał jej prosto w oczy.
- Tu nie chodzi tylko o wyzwanie. Miałem dość świata, z jego wszystkimi bezsensownymi zasadami i rytuałami społecznymi. Tu jest prosto - ktoś się z tobą dzieli jedzeniem, znaczy się swój. Jeśli dzieli się ołowiem, znaczy wróg. - wyprostował się trochę i złapał butelkę w dłoń. Pociągnął łyk i odstawił ją na miejsce z chlupotem resztek płynu o ścianki. - Tu mam spokój. Od wszystkiego. I tyle. Żadnej sensacyjnej historii z zamachami w tle. - zakończył historię, nie wspominając słowem o fakcie, że został wyrzucony za przeprowadzanie operacji pod wpływem. Jak widać nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale tutaj nikt nie zwracał na to uwagi. I dobrze, bo próba odstawienia alkoholu nieodmiennie kończyła się fiaskiem.
Tknięty impulsem, kontynuował:
- Do najemników dołączyłem dlatego, że jako jedyni byli rozsądnymi ludźmi. Miałbym napadać stalkerów zbyt głupich, by nie chodzić w pojedynkę, to prędzej czy później strzeliłbym sobie w łeb... Zaćpanie się na śmierć w imię wolnych wycieczek do Prypeci też mnie nie kusiło, a walka z mutantami dla ludzkości to szczytny cel, ale nie dla mnie. - pochylił się i splunął w odmęty rzeki. Chwila... Czy coś się na niego stamtąd gapiło? Zamrugał szybko, ale obraz zniknął tak szybko, jak się pojawił. Odwrócił się ponownie do Wandal.
- Twoja kolej. - rzucił, mając na myśli temat rozmowy, jak i butelkę wódki.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Most do Limańska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
To the North :: Świat :: Czerwony Las-
Wymiana Bannerami



aegyoNorthland HighschoolAbsitOmenHogwartDreamBlackButlerBleach OtherWorldDragon Ball New Generation Rebornover-undertaleVampire KnightVampire Kingdom